Ej no.
Co to ma być?
Listopad?
W lipcu?
Hellllooooołłłł?!
Idziemy na wesele,mówiłam Wam?
Trzydziestego.
Nie
wiem jeszcze co z Gutkiem zrobimy. Nie wiem również co na siebie
założę, ale to jakby się wpisuję w standardy przeciętnej użytkowniczki
weselnej. Musze polatać za kiecką, a najgorsze jest to, że wiem czego
chcę. Tak, tak. WIEM. To właśnie jest najgorsze, bo oczywiście tego
znaleźć nie mogę. Poza tym pasuje się do Pani Kasi na jakieś pasemka
umówić, żeby mi na wczasy nie uciekła. Na fryzurę nie mam pomysłu. Wiem
jedno, koczek – loczek wciąż trendi i dżezi na weselach odpada.
Poza tym co? Chłonę białe michałki. Smaczne. Ale chyba wolę te ciemne.
W poniedziałek jedziemy z Gutkiem do ortopedy. Cosik mi się nie widzi. Stresik za to mnie dopada.
Idę się rozładować. Kotleta utłukę albo co...... coś trza ze sobą zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz