....
proszę sobie nie myśleć, że my tak łaciną przy dziecku jedziemy. Nie
zdarza się nam, a to był wyjątek potwierdzający regułę. Ogólnie to
wiemy, że przekleństwa w ogóle, a w szczególe z ust dziecięcych brzmią
niefajnie. To był pierwszy i mam nadzieję ostatni raz kiedy usłyszałam z
tych cudnych usteczek coś takiego. Zresztą zdaje się, że on już
zapomniał, bo nie powtórzył więcej.
*
Dobra, możecie się śmiać, ale przeżyłam szok ostatnio.
Bo tak.
Na
początku było icq, potem irc (albo na odwrót – nie pamiętam), potem gg,
tlen, i stanęłam na skypie jako formy komunikacji z najbliższymi.
Ale
swoje się opisałam, nie myślcie sobie. Te wieczory spędzone przy
monitorze, przekrwione gałki oczne, ten dźwięk gadulca z głośników
informujący, że ktoś się pojawił albo przesłał właśnie wiadomość.....
szło się przez miasteczko studenckie i co chwilę było słychać
charakterystyczne plllffff czy jakoś takoś.... echhh, aż się łezka w oku
kręci. Tak mniej więcej było na studiach...Czyli całkiem niedawno, tak?
Potem
jeszcze w pracy używałam gg, a jak się Gutek urodził, to zabrakło mi
czasu na wielogodzinne klepanie w klawisze, od czasu do czasu odpaliłam
tlena, a definitywnie ugrzęzłam przy skypie.
I wczoraj nastąpił przełom.
Po trzech latach ponownie zainstalowałam sobie gadulca na kompie.
No i odpaliłam
Hurrra 1 - wciąż pamiętam swój numer!!!
Hurrra 2 - ciągle jest aktualny!!!
Hurrra 3 – mam jakiś znajomych nawet!!!
A
potem mi koparami z deczka opadała. Troszku jakby się zmienił, a
konkretniej to przeszedł niezłą metamorfozę. No zrobił się taki
nowoczesny i w ogóle z mnóstwem szmerów bajerów, pomijam fakt, że nie
znam pewnym słów i określeń i muszę jak jakiś antyk sobie je
wguglowywać, żeby sprawdzić co znaczą (leposy, tanadu-wtf???). Lifting
jak ta lala. No cóż, dla mnie czas nie jest aż tak łaskawy, ja się jakby
postarzałam... dość wyraźnie to odczułam i smutno mi się zrobiło.... bo
liczyłam na stare dobre gg. No ale dobra, przyzwyczaję się... trza iść z
duchem czasu....nie ma rady. Przeprowadziłam nawet dwie rozmowy w tym
jedną z mężem. (drugą kochanie z koleżanką z pracy-pewnie będziesz
ciekaw ;)
A z ogólnych spraw to właściwie senkju, pozwolicie, że postoję.
Po
wczorajszym obiedzie mąż pojechał na działkę, po pół godzinie dzwoni,
że z klopa nie wychodzi i co ja właściwie dałam mu na obiad?
No nic - se myślę - za karę to wszystko, bo miałeś siedzieć w domu, a nie jechać budować. My jedliśmy to samo, nam nic nie jest.
Zobaczymy jak długo – wypowiedział mąż kończąc rozmowę.
Niech go drzwi ścisną.
Po dwóch dniach zaparć Gutkowi dzisiaj poluzowało, ale tak, że ja pierdziu. Pije normalnie, je normalnie, bziusiek tlośkę boli, ale po wstaniu z klopa twierdzi, że juź lepiej. To jak lepiej to dobrze.
Wygląda na to, że jutro moja kolej..... ale cichosza!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz