8 lip 2011

Z ONETU: OSTATNI ONETOWY WPIS

Jeszcze wczoraj, skoro świt plan był całkiem inny. Od kilku tygodni poważnie myślałam nad założeniem drugiego bloga o całkiem innej treści, tego kontynuować spokojnie w dalszym ciągu miałam zamiar. Nawet czytając raniutko maila od Ady  jakoś tak mi się miło zrobiło i czułam się zmotywowana do działania.... aż tu kilka minut później mało nie zemdlałam.
Weszłam na główną onetu i mało nie padłam. Bynajmniej nie z radości. Ujrzałam swoją notkę w polecanych i przeraziłam się niemiłosiernie. W szale ją skasowałam, a jak następna fala wzburzenia we mnie uderzyła to miałam ochotę całego bloga usunąć.
Chyba tylko dzięki Gutkowi dałam sobie siana i poszłam z dzieckiem na spacer.
Kiedy wróciłam, odczułam wyraźną ulgę jak zobaczyłam, że z ponad sześciuset czytelników zostało siedemdziesiąt, a potem tylko garstka najwytrwalszych, którzy przeczytali więcej niż jedną notkę.
Ja wiem, że gdyby nie polecane posty nie miałabym szans na poznanie wielu z Was. Wiem o tym doskonale. I bardzo dziękuję tym, którzy tu zaglądają regularnie i podczytują mnie głośno lub zupełnie po cichutku.
Ale niedobrze się dzieje, kiedy mam ochotę zwymiotować widząc swoje wypociny na głównej onetu. Przysięgam, że nawet w ciąży z Gutkiem nie miałam takich mdłości. Niedobrze się dzieje, kiedy muszę łyknąć persen, żeby ukoić nerwy i usłyszeć co dziecko do mnie mówi....
Ja nie jestem twardą laską.
Stanowczo.
Widziałam co się dzieje na innych blogach, kiedy komuś się coś nie spodoba. Zdanie wyjęte z kontekstu jest obrabiane przez wszystkie przypadki, a autor bloga poniewierany przez „anonimowych” czytelników.
Dla mnie nie ma czegoś takiego jak konstruktywna krytyka. Konstruktywna może być porada, a krytyka.... no cóż, zawsze boli. Tylko jeszcze zależy kto krytykuje. Bo zniosę wiele z ust (a może raczej spod palców) wiernych czytaczy, ale jadu i żali obcych mi osób nie zniosę.
Swoją drogą to bardzo ciekawe (i brutalne) zjawisko dla mnie. Żyję sobie raczej spokojnie. Staram się być najlepszą mamą jaką potrafię być, staram się być dobrą żoną, przyjaciółką, siostrą i córką. Nikogo nie krzywdzę, mam szacunek do starszych, lubię dzieci, segreguję śmieci, zbieram nieswoje papierki na ulicy i wyrzucam do kosza, uczę dziecko kultury, dokarmiam zwierzęta, dokarmiam ubogich.... no staram się jak mogę. W świecie internetowym mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nikogo nigdy świadomie nie obraziłam. Rozumiem, że nie każdemu może się u mnie podobać. Mnie też się nie wszędzie widzi... ale jak wchodzę do kogoś, kogoś kompletnie nie w moich klimatach, z kim nigdy bym nie zadzierzgnęła nawet przelotnej znajomości to biorę nogi zapas. I tyle. Nie mam w zwyczaju opluwania go, wyzywania, czy przekonywania do swoich racji.
Więc skąd się w ludziach bierze tyle złości i frustracji?

Podobnie jak Ola, która niedawno zmieniła swój blogowy adres, nie chcę się kontrolować i ważyć każde słowo, bo chyba nie na tym blogowanie polega.

Poza tym, nie czarujmy się, funkcje jakie oferuje onet są mizerne, w porównaniu z innymi portalami.
Także zmykam stąd.

I zapraszam do nowego myskowego domku.



PS. Mimo wszystko troszku mi żal.
Chlip, chlip  wstyd 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...