15 lip 2011

PIĄTKOWE RÓŻNOŚCI

Kochane kurczaki, siedzę u teściów, jem małosolne, popcorn i ptasie mleczko, popijam wszystko kompotem i jest fajnie.
Jutro albowiem jedziemy do Krakowa po kieckę na wesele dla mnie i jeszcze jakieś inne coś… ale nie wiemy co.

Jedziemy dzisiaj autem przez jakąś wioskę i nagle nasze nosy wyczuwają zapach gnojówki. Ale takiej starej dobrej gnojówki, która kojarzy się z wakacjami na wsi (przynajmniej mi ;). I oboje z M podjaraliśmy się jak fajerki na zimę:
Ja i M: jaaaaa, ale pachnie, jaaaaaa, czujesz?
G: cio to?
M: to?
G: cio tak śmieldzi?
M: pachnie synu, pachnie! To gno-jów-ka!
G: gno-jów-ka. Ale śmieldzi.


Jak tam komary u Was? Bo u mnie się obudziły. Przy okazji powiem Wam, że jest pewien niezawodny sposób, żeby Was dziady nie kąsały. Trzeba mianowicie załatwić sobie mysę. Najlepiej spać z nią co noc, wtedy ma się zapewnione bezpieczeństwo, gdyż wszystkie komary będą skupiać swoją uwagę na niej.
Potem M się brechta rano, bo śpi cały odkryty, a mnie ledwo ślepia spod kołdry wystają. No ok, trochę mnie wietrzy za bardzo i nie chcę, żeby znowu mnie zawiało.

Mówiłam Wam, że się ostatnio włamywałam do auta jakiegoś faceta?
Znaczy nie, że fach zmieniłam.
Pomylone misie. Po prostu.
Bo wracałam ze sklepu i mnie troszku oślepiło słońce i podeszłam do pierwszego auta, które wydawało się być moim i klnę bo nie mogę otworzyć bagażnika
Ja: co jest? – gadam pod nosem
Patrzę i coś mnie pika, bo nie przypominam sobie, żebyśmy wozili apteczkę na półce tej nad bagażnikiem, ale stwierdziłam, że może M włożył i nic nie wspomniał. I nagle słyszę:
Pan: pani ten chlebek dla mnie kupiła?
Ja: jaaa? – patrzę na faceta i dalej nie trybię
P: no, skoro do mojego bagażnika próbuje pani się dostać, to chyba dla mnie. A to i dobrze, bo głodny jestem – próbuje zażartować pan
Ja: upsssss.
I cegła.

Poza tym po półtora tygodnia poszukiwań znalazłam pilota do TV. W łóżku. W pojemniku na pościel. Rozłożony na części i schowany do reklamówki. Czyli jest szansa, że kluczyki do auta też znajdę.
*
Przygotowuję w kuchni kolację. M kąpie Gutka w łazience.... gadają, chichrają się i nagle słyszę:
M: wstań, umyjemy pupę i tego brudaska z przodu – powiada mąż
G: tata, maś śwojego? Maś? No!
No!
To lecę spać.
Dobrej nocy wszystkim.
Niech Wam się aniołki przyśnią. Czy coś.

6 komentarzy:

  1. Mycha, miałam identyczną sytaucję z samochodem, tyle, ze własciciel nie zdążył się napatoczyć :)) I też z tyłu była apteczka ... no i półka była a u mnie nie ma i tylna wycieraczka a u mnie nie było a i tak pomyliłam auta...wiesz..wszystkie czerwone cinquecento wygladaja tak samo :))) Też sklęłam te zamki, że nie umiem otworzyć, bo się pewnie coś zacięło :))

    Gutek się kwalifikuje do Mensy, jak już takimi rezolutnymi tekstami sadzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tu wylewają gnojówe na wiosnę i jesień na łąki, a mieszkamy w małym miasteczku otoczonym farmami... to calutkie dnie mamy swojski zapach... :/
    Fajnie się kojarzy z dzieciństwem, no ale bez przesady...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja swojego pilota szukałam przez ponad miesiąc. Był pod szufladą na pościel. xD

    OdpowiedzUsuń
  4. -> Figa - no własnie ja też klęłam na zamki, że coś się zacięło, zamiast wpaść na to, że auta pomyliłam ;)
    -> Anonimowy - ja jestem zdania, że gnojówka i gnojówka to nie to samo ;) Takiego zapachu jak w piątek, to chyba całe lata nie czułam. I mnie się kojarzą z wakacjami u wujostwa :)
    -> Anonimowy - rozumiem, że też Ci ktoś ukrył ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, świetne historie. Dałaś Panu ten chleb jako zadośćuczynienie za próbę włamania?

    OdpowiedzUsuń
  6. -> MamoTygryska - nie wpadłam na to... z przejęcia chyba ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...