22 lip 2011

O BURZACH, KAŁUŻACH I ROWEROWYCH ZGRZYTACH

Pogoda jaka jest, każdy widzi.
Leje się z nieba hektolitrami.
Chwilami jednakowoż wychodzi u nas słońce, albo coś kole tego więc łazimy z Gutkiem na spacery. Ku wielkiej uciesze dziecka, sprawiliśmy mu nowe kalosze więc tapla się niemiłosiernie w błocie. Spodni dżinsowych ani jakiś nadających się do wyjścia nie ma już wcale, wszystkie przemoczone doszczętnie zostały, pranie rzecz jasna nie chce schnąć, w gości zatem pojechał dzisiaj w spłowiałych dresach... trudno, ciotki klotki się nie połapały.

Muszę się przyznać, że pozazdrościłam dziecku beztroskiego włażenia w głębokie dołki z mętną wodą i zaczęłam szukać kaloszy dla siebie. Marzą mi się czarne, przypominające oficerki.... takie co to nawet konia można dosiąść w nich.... nigdy nie wiadomo, może się przydać ;)

Dobrze, tyle aktualności.
A teraz uwaga bo będę się żalić. Bo się mi przytrafiło jakiś czas temu, ale zapomniałam opowiedzieć.
Będę się żalić na pewnego pana. Obcego.
Wzrost na oko 170, szatyn, przerzedzone uzębienie.
Otóż kiedy Gutek się urodził, zadecydowaliśmy z M, że wszystkie pieniądze, które mały otrzymuje z różnych okazji będziemy mu odkładać. Za część z nich kupimy dziecku meble do pokoju, reszta będzie czekać na konkretne wydatki. Jednym z takich wydatków okazał się nowy rower.
Nic nadzywczajnego.... rower jak rower, koła pompowane, kijek dla rodzica do kierowania/podtrzymywania, cena bardzo przeciętna, żadna tam ekstrawagancja.
Kiedy wybraliśmy odpowiedni model, zadecydowaliśmy również o kasku, który to wydał nam się niezbędny. Niech się chłopak przyzwyczaja od małego. Z całym zgromadzonym towarem poszliśmy do kasy. Stojąc w kolejce, wspomniany wyżej pan zaczął się do mnie przypieprzać i najpierw nieśmiało szeptać...
Pan: ile taki rower kosztuje?
Ja mówię cenę.
Pan: ja bym tyle nie dał
Ja: nie musi pan – odpowiedziałam pod nosem, raczej nie słyszał, ale czujecie.... zaczynam delikatnie wrzeć.
Kiedy chłopcy odeszli z rowerkiem, pan się chyba poczuł swobodniej, bo zostałam sama - mała szara mysa.
Pani prosi o zapłatę, a ten zaczyna przedstawienie.
Pan: to jeszcze pani kask kupiła? Phhhhhiiii i po co tyle tego?
Ja: no i dlaczego pan jest złośliwy? – pytam jeszcze spokojnie
Kasjerka: ma pani rację
Pan prycha ale dodaje
Pan: niech mu pani jeszcze wszystkie ochraniacze kupi!
Ja: a wie pan że to dobry pomysł, to moje dziecko i ja za jego bezpieczeństwo jestem odpowiedzialna – już nie wrę, ale się zaczynam gotować
Kasjerka: podzielam
Pan: ja bym tyle pieniędzy nie dał – mówi jeszcze raz
Ja: nie musi pan – już głośno i wyraźnie – dziecko dostało pieniądze na dzień dziecka, lepiej żebym przepiła?
Facet zamilkł
Kasjerka: o bardzo dobrze pani mówi
I poszłam.
I koniec historii
I nie wiem.
Po jaką cholerę obcy facet się wtrąca? Jego pieniądze wydaję? Co mu przeszkadza ten rower i kask? No niech mi ktoś wytłumaczy, bo nie rozumiem.

8 komentarzy:

  1. Myska, na świecie są ludzie, klamki i parapety. Ty akurat trafiłaś ne ten ostatni egzemplarz... Przykre, ale prawdziwe. Nie wiem, czy ja już na początku, bym panu nie powiedziała do słuchu, bo ja jestem z serii "co w myśli, to na języku". Tak więc jak już muszę jechać do marketu, to piję meliskę ( chociaż to i tak nie wiele pomaga). Ja po prostu na te sklepy mam alergię. A niektórzy ludzie powodują niekontrolowane wybuchy agresji...Aż dziwi fakt, że nikogo do tej pory nie pogryzłam.
    A wracając do Twojej sytuacji, to zachowałaś się z klasą i tak trzymać. A faceta było tylko uprzedzić, że jeszcze słowo, a będzie uzdrowiona dusza jego ;-o).
    Powodzenia na kolejnych zakupach i jak najmniej parapetów na drodze ( no chyba, że typowo okiennych;-)). Pozdrawiam z "listopadowej" północy. Karol(ina)

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak gratuluję opanowania, ja już bym z gościem ładną scenę zrobiła. A, że po cholerę się wtrąca, cóż taka ludzka specyfika, nic nie poradzimy, są typy, które z premedytacją i tylko na złość wtykają kinol w nie swoje sprawy. Wiem, że łatwo powiedzieć, ale nie ma co szargać sobie na nich nerwów;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ->Linka - klasa klasą, ja się prawie tam ugotowałam. Żałuję, że od razu nie wypaliłam z grubej rury... ale ja tak jakoś nie potrafię. Ale patrz jaki cwaniak, czekał aż chłop odejdzie i zaczął.... wcześniej się bał chyba :-/ Nauczkę już mam :)
    -> Aspołeczna - no niech mnie kule armatnie, kogóż to moje piękne oczy widzą.... a może kogóż pięknego te moje oczy widzą :))) Nerwy już opanowane, ale trochę czasu to przeżywałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miał zły dzień a ty jesteś aniołem i wiedział, że mu nie odgryziesz ucha tylko będziesz miła gdy on się będzie złośliwie przypieprzał.

    Najlepiej udawać, że się nie słyszy...wyjąć komórkę i się "skupić" na wyświetlaczu. Działa w 100%.

    OdpowiedzUsuń
  5. I bardzo dobrze zrobiłaś po co z dziadem przebrzydłym się kłócić widocznie kobieta mu nie dała że tak pieprzył... albo myślał, że może u Ciebie ma jakieś szanse... Idiota ile to teraz łazi po sklepach panów wszystkowiedzących...
    kiedyś kupowałam test ciążowy trochę za długo chyba przy półce w aptece się zastanawiałam bo podeszła do mnie jakaś baba z fioletową płukanką na głowie i oświadczyła, że nie trzeba się było ruch... jak teraz nie wiem, który kupić . że powinnam sie wstydzić i takie tam. No dosłownie myślałam że babę zagryzę... i odpaliłam jej że ja to w przeciwieństwie do niej wiem jak hu* wygląda...

    OdpowiedzUsuń
  6. ->Figa - tak, ignorancja to chyba najlepsze rozwiązanie, które zresztą najczęściej stosuję... ale facet nie dawał za wygraną więc wdałam się w "dyskusję" ;) Muszę zastosować nową metodę "na telefon"
    -> Amelio - to my jesteśmy całkiem różne, bo mnie by taka reakcja jak Twoja na "płukankę" nigdy nawet nie przyszła do głowy ;) Ja wyglądam młodziutko i gdy byłam w ciąży to raz usłyszałam "taka młoda i już z brzuchem" ale bardziej mnie to rozśmieszyło niż zezłościło (miałam 27 lat):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tekstu o przepiciu gratuluję! Ja bym się pewnie zamknęła, albo burczała coś pod nosem i szukała wsparcia u kasjerki, a Ty taka odważna. Zapamietam i może kiedyś, kiedyś odważę się wykorzystać? Bo takie typy zdarzają się na mojej drodze zdecydowanie za często. Tak już jest i trzeba się przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
  8. ->Mamo Tygryska - pierwszy raz chyba ktoś pomyślał, że jestem odważna. Raaany, ale klatę wypięłam z dumy. Zazwyczaj się chowam i też nie odzywam. Ale jak ktoś zaczyna nieostrożnie "żartować" z naszej pociechy to chyba każda matka bierze siły do pyskówki. Pozdrawiam. I jeszcze raz dzięki za przepis :)))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...