8 cze 2011

Z ONETU: PLASTIC FANTASTIC

Ej dziewczyny, ale tak serio teraz, myślałyście kiedyś nad operacją plastyczną?
Naprawdę nie?
No co wy?
Ja wielokrotnie na przykład.
Nie, żebym jakaś zakompleksiona specjalnie była, ale poprawić to i owo można by.
Kiedyś nawet, jako młoda studentka, w rozpaczy zwanej „nigdy sobie fajnego faceta nie znajdę” dałam się ponieść na strony internetowe różnych klinik ;)
No, ale że ja strachliwa jestem, a do tego raczej biedna niż bogata, to na przeglądaniu skończyłam. Poza tym fajny facet się znalazł, który na moje pytanie:
Ja: może bym sobie piersi zoperowała?
odpowiedział krótko:
M: mózg sobie zoperuj!
Jednakowoż kilka dni temu, bo w zeszły czwartek, podążając pociągiem tanich linii kolejowych do Warszawy Centralnej miałam tę wątpliwą przyjemność podziwiać swe oblicze w szybie. Wielkiej szybie. Niepotrzebnie aż tak wielkiej. No i tak się przyglądałam tym moim ustom, nosowi, kurzym łapkom i znowu usłyszałam taki cichutki dzwoneczek alarmowy, że może by tak chociaż usta sobie poprawić? No delikatnie oczywiście, leciutko wypełnić i wyrównać, bo jakieś takieś niesymetryczne się zdają. Ale tak ino, ino...
I z tym dzwoneczkiem dojechałam do samej stolicy i tak się z nim kołysałam aż do miejsca docelowego, a także do klopa w miejscu docelowym. I tam tak jakby mi przeszło.
No autentycznie.
W tym klopie ujrzałam ze dwadzieścia hostess. No laski takie, że japę otworzyłam z zachwytu. Ja - popielata i ze ściśniętym pęcherzem naprzeciw załodze świeżutkich czerwoniutkich klonów. Pędem do klopa pobiegłam, spinając się, żeby o muszlę nie trzaskało i spiesząc bo chciałam móc jeszcze chwilkę przed lustrem poudawać, że się poprawiam. A tak naprawdę chciałam im się poprzyglądać nieco...na naukę nigdy nie jest za późno, tak?. Ale tak serio i bez ironii - dziewczyny śliczne i bardzo miłe. Oczka mi się rozbiegały nieco i nie mogłam z podziwu konturówki znaleźć, aż w końcu mój wzrok wyłowił JĄ. Napatrzyć się nie mogłam, przyznaję. Ale to już nie z zachwytu. Pierwszy raz w życiu miałam okazję z bliska oglądać taki plastik. Sztuczne rzęsy, sztuczna opalenizna, sztuczne cycki (wow!), naciągnięta twarz (błagam, ona na pewno była młodsza ode mnie, a brwi miała po sufit!!!), i zrobione usta! Ale jakie! Normalnie jakby ją rój pszczółek użądlił!
Na dobrą sprawę, wśród całej ekipy hostess, jako ta najbardziej zrobiona wydawała się być jednocześnie najbrzydsza.
I wcale nie z zazdrości to piszę, bo prawdziwie szara myska przy niej byłam. Mnie to nawet pocieszyło. Bo mogę sobie zaczekać jeszcze z botoksem i innymi zastrzykami. A jeśli mam wyglądać jak karykatura samej siebie, to całkiem rezygnuję. I bez tego wyglądam wyjątkowo śmiesznie ;)

U was też taka duchota?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...