Ej dziewczyny, ale tak serio teraz, myślałyście kiedyś nad operacją plastyczną?
Naprawdę nie?
No co wy?
Ja wielokrotnie na przykład.
Nie, żebym jakaś zakompleksiona specjalnie była, ale poprawić to i owo można by.
Kiedyś nawet, jako młoda studentka, w rozpaczy zwanej „nigdy sobie fajnego faceta nie znajdę” dałam się ponieść na strony internetowe różnych klinik ;)
No,
ale że ja strachliwa jestem, a do tego raczej biedna niż bogata, to na
przeglądaniu skończyłam. Poza tym fajny facet się znalazł, który na moje
pytanie:
Ja: może bym sobie piersi zoperowała?
odpowiedział krótko:
M: mózg sobie zoperuj!
Jednakowoż
kilka dni temu, bo w zeszły czwartek, podążając pociągiem tanich linii
kolejowych do Warszawy Centralnej miałam tę wątpliwą przyjemność
podziwiać swe oblicze w szybie. Wielkiej szybie. Niepotrzebnie aż tak
wielkiej. No i tak się przyglądałam tym moim ustom, nosowi, kurzym
łapkom i znowu usłyszałam taki cichutki dzwoneczek alarmowy, że może by
tak chociaż usta sobie poprawić? No delikatnie oczywiście, leciutko
wypełnić i wyrównać, bo jakieś takieś niesymetryczne się zdają. Ale tak
ino, ino...
I
z tym dzwoneczkiem dojechałam do samej stolicy i tak się z nim
kołysałam aż do miejsca docelowego, a także do klopa w miejscu
docelowym. I tam tak jakby mi przeszło.
No autentycznie.
W
tym klopie ujrzałam ze dwadzieścia hostess. No laski takie, że japę
otworzyłam z zachwytu. Ja - popielata i ze ściśniętym pęcherzem
naprzeciw załodze świeżutkich czerwoniutkich klonów. Pędem do klopa
pobiegłam, spinając się, żeby o muszlę nie trzaskało i spiesząc bo
chciałam móc jeszcze chwilkę przed lustrem poudawać, że się poprawiam. A
tak naprawdę chciałam im się poprzyglądać nieco...na naukę nigdy nie
jest za późno, tak?. Ale tak serio i bez ironii - dziewczyny śliczne i
bardzo miłe. Oczka mi się rozbiegały nieco i nie mogłam z podziwu
konturówki znaleźć, aż w końcu mój wzrok wyłowił JĄ. Napatrzyć się nie
mogłam, przyznaję. Ale to już nie z zachwytu. Pierwszy raz w życiu
miałam okazję z bliska oglądać taki plastik. Sztuczne rzęsy, sztuczna
opalenizna, sztuczne cycki (wow!), naciągnięta twarz (błagam, ona na
pewno była młodsza ode mnie, a brwi miała po sufit!!!), i zrobione usta!
Ale jakie! Normalnie jakby ją rój pszczółek użądlił!
Na dobrą sprawę, wśród całej ekipy hostess, jako ta najbardziej zrobiona wydawała się być jednocześnie najbrzydsza.
I
wcale nie z zazdrości to piszę, bo prawdziwie szara myska przy niej
byłam. Mnie to nawet pocieszyło. Bo mogę sobie zaczekać jeszcze z
botoksem i innymi zastrzykami. A jeśli mam wyglądać jak karykatura samej
siebie, to całkiem rezygnuję. I bez tego wyglądam wyjątkowo śmiesznie
;)
U was też taka duchota?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz