6 cze 2011

Z ONETU: MAŁA MYSA W INNYM WIELKIM MIEŚCIE

No więc poszliśmy wczoraj za ciosem i wybraliśmy się do Krakowa. Bez żadnego konkretnego planu działania i zwiedzania, gdyż albowiem nie wiedzieliśmy jak Gutek będzie się sprawował i czy upał nie da nam aby w kość.
Znaczy przepraszam, dwa punkty mieliśmy obowiązkowe, reszta mogła się sypać do woli.
Dziwnie było nam wjeżdżać do miasta, w którym spędziliśmy bądź co bądź trochę czasu i kiedy mijaliśmy kolejne znane nam budynki (w tym naszą uczelnię) to oboje toczyliśmy wewnętrzną walkę ze sobą:
Ja: czemu nic nie mówisz?
M: mysa ,takie emocje mną targają, że nie wiem.
No.
Co dziwne, jak już łaziliśmy po rynku, to czułam się jakbym miała zaraz wrócić do siebie na mieszkanie, jakby nie było tych pięciu lat, nie wyjeżdżała nigdy z Krakowa, no...jakbym była u siebie :)

Jako, że Gutek wykazuje zainteresowania typowo męskie i jest amatorem wszelkiego rodzaju pojazdów, a przy tym w ostatnich dniach trajkotał nieustannie, że chce się przejechać pociągiem, postanowiliśmy zrobić dziecku niespodziankę i przewieźć go z Dworca Głównego na Balice, żeby od razu na samoloty sobie popatrzył – dwie pieczenie przy jednym ogniu [matko, jakie długie zdanie]. Mina Gutka – bezcenna.

Trochę się ołaziliśmy i umęczyliśmy, ale było fajnie. Nawet dobrze nie zdążyliśmy wyjechać z parkingu i dziecko spało. Ja ze trzydzieści kilometrów dalej. Pytam później M:
Ja: nie chciało ci się spać?
M: chciało.
Ja: to czemu nic nie mówiłeś?
M: komu miałem mówić, jak spaliście oboje? Otworzyłem okno wystawiłem łeb i jechałem tak, dopóki się nie obudziłem.
O i tak.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...