Ależ
ten czas pędzi. A w dodatku przez cały czerwiec nie możemy się
zatrzymać. Znowu byliśmy w Krakowie, a także u teściów moich. Bo
przecież M nie potrafi na tyłku doby wysiedzieć i natychmiast zarządził
wyjazd do mamuni swej, ledwo oczy otworzyłam w sobotę. Może sama bym go
jakoś odwiodła od tego pomysłu, ale jak jeszcze ten mały terrorysta
usłyszał przez sen (!!!) nazwę miejscowości, w której mieszkają
teściowie, to zerwał się na równe nogi i poprosił o natychmiastowe
spakowanie torby!
Dwóch na jedną?
Pojechaliśmy ofkors.
A,
że teściowie moi uprawiają taką sobie działkę i im co nieco urosło na
niej, to sobie w sobotę pozwoliłam ją splądrować, także miałam ja w
poniedziałek zajęcie jak ta lala.
Poza
tym wsysło nam kluczyki od auta. M zwala na Gutka, Gutek póki co się nie
wypiera, ale nie wiem. Ja zwalam na M, żeby było jasne.
Wróciliśmy
od teściów przeziębieni. Znaczy ja i Gutek. Mały na szczęście tylko
katar, ja - ledwo żyję. Siedzę teraz pod kołdrą, dogorywam i przechodzę
jakiegoś zmutowanego wirusa. Na początku myślałam, że to angina się
kroi, ale jak zaczęłam pawia puszczać, to zwątpiłam. Najbardziej
współczujący okazał się Gutek, który bardzo przeżywał moją
niedyspozycję:
G: mamunia, jak się ciujeś? Chola jeśteś? Ciujeś się już? Musiś zazić lekaftfo! To ciekamy
I tak o.
PS1.
Zalatałam się nieco i mi się przegapiło, że moje pucio pucio skończyło w niedzielę dwa i pół roku.To buzi synku.
PS 2.
Wczoraj
widzieliśmy z Gutkiem prawdziwego pudla. Białego, rasowo
wystrzyżonego,trwała na czubku łba, nogi i tyłek wygolone tylko jakieś
skarpetki i tors zostawione, normalnie jak z filmu. Gutek sam sobie
zadał pytanie i sam na nie odpowiedział, ja tylko cegłę spaliłam, jak
właścicielka pieska zresztą ;)
G: o! Cio to? Owiećka! Beee! Beee!
PS 3.
Połowę ziół mi z balkonu zwiało. Super :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz