No cześć.
Co u Was?
Bo
ja zjadłam właśnie górę pierogów z borówkami i pękam, choć marzy mi się
jeszcze kalafiorek w ramach deseru. Zrobiłyśmy z mamą jakieś siedem
tysięcy (pierogów). Niedługo wpadnie M po pracy, siostra z dziewczynami i
rozejdą się w trymiga ;)
Poza tym, jakby się na deszcz zbiera, czy coś, zaniosło się, że hej!
O! Chyba nawet coś kapie.
Kap, kap, płyną łzy,
W łez kałużach ja i ty,
Wypła.....aaaaaa......
......
...
..
.
Sorki, pranie miałam na balkonie.
Super, opadało się, że ho ho.
Zdążyłam zebrać ciuchy i przestało.
Może chociaż piasek mi w piaskownicy nieco zmoczyło, bo rano się dokopać z Gutkiem nie mogliśmy, żeby zamek zbudować ;)
A także.
Jako,
że sezon pylenia traw u nas na południu w pełni, tako z nosa mi się
ciurem leje. Mam ochotę se wetknąć, za przeproszeniem, tampony bo mnie
już kinol boli od ciągłego wycierania.
Mówiłam Wam, że nam kominek zrobili?
Nie?
A może mówiłam? Hmmm...
Pamięć dobra, ino krótka.
W
każdym razie zrobili. Się kolega postarał – mówię Wam. W obawie przed
efektem nad wyraz szybko podjętej decyzji w sprawie jego wyglądu, snułam
wielkie obawy co ujrzę.
Niepotrzebnie.
Ujrzałam albowiem to - co ujrzeć chciałam ;)
Jeszcze
się tylko zagospodaruje miejsce wokół niego: drwa powsadza w dziurę,
jaką durnostojkę na belce postawi, podusie na siedzisko wyhaftuje, zrobi
podłogi, pomaluje ściany, ustawi wieeelki regał z knigami, ustawi
knigi, wygodny fotel, lampę siakąś i będę miała swój kącik do czytania. Kącik babuni – jak to M ładnie nazywa.
Łazienkę
też nam zrobili, tylko.... prawda.... te nieszczęsne meble....
wiecie... jeszcze ich nie mam, bo jeszcze nie znalazłam tych moich. Jak
stolarz nam zrobi projekt schodów, to go chyba zagadnę o szafkę, bo
chyba wyczerpałam inne możliwości.
Dobra, idę wstawić wodę na tego kalafiora, bo niedługo trzecia i wpadnie mój głodomór. Jemu pierogi też nie wystarczą ;)
Pozdrawiam Was czule.
Wasza fioletozębna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz