Porzuciłam
gorączkę i puszczanie pawia na rzecz niemożności skrętu głową. No jak
mnie zawiało to ja pierdziu. Wzięłam i poszłam w końcu do lekarza i się
zaantybiotykowałam. Przy okazji wyglądam jak islamska dziewczynka z
chustką na głowie. Póki co, jeszcze nie taka znowu radykalna muzułmanka
bo tylko szyję i uszy zawinęłam. Choć de facto w burkę mogłabym się
spokojnie przyodziać, gdyż mi opryszczkę na całej górnej wardze
wywaliło. Senkju.
Przy
tym okazało się, że pisanie postów na bloga i posiadanie gorączki w tym
czasie, ze sobą jakoś nie współgra. Także wybaczcie moje ostatnie
wypociny. Już mi się nie chce kasować i zmieniać, bo za dużo tego.
Trudno. Słowo się rzekło, kobyłka u płotu – jak mawiał poeta.
Oglądaliście wczoraj Przeminęło z wiatrem?
Bo ja chyba milionowy raz. Teksty znam na pamięć. Sceny też. I tak się
powstrzymać nie mogę, żeby znowu i znowu. Jak się zakochałam jako mała
dziewczynka w tym filmie, tak trzyma mnie do teraz. Wiecie, że Scarlett
nie chciała się z Retthem całować, bo ponoć dawał cebulą? :) Ależ ciekawostkę wyniuchałam :)
Dobra, spadam do łózia poczytać, póki Gutek śpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz