24 maj 2011

Z ONETU: W PIĘCIU GWIAZDKACH

Ej no, ale chaos w tych moich postach. Zupełnie jak w mojej głowie. Dajecie rady?
*
Gutka jednak obsypało i to tak, że ja pierniczę. Ale strasznie szybko znikło. To tak ma być? Znaczy jeszcze trochę na nogach mu plamki zostały, ale to pikuś w porównaniu z tymi z rana.
Ja: łooo, ale Ci plamki wyszły na nóżkach – zawodzę skoro świt dziecku do ucha
G:to jak plamki, to cieba wyplać – poddało rozwiązanie dziecko.
*
Naprawdę był koniec świata w sobotę? O rany, coś mnie ominęło.
Ale ta gorączka u dziecka… sami rozumiecie… nie miałam czasu czytać njusów ze świata.
Następny w październiku, może tym razem nie przegapię.
*
Poza tym się świecę. Brokatem gwoli ścisłości. Nie tylko ja. Również duży pokój, łazienka, kuchnia i przedpokój. Albowiem dostałam pod opiekę siostrzenice i żeby je czymś zająć nakazałam zrobić laurki dla mamy. A że ja z dzieciństwa mam braki w postaci różnych materiałów papierniczych [i nie tylko] to w sklepie z takimi artykułami wpadam w rodzaj euforii i wykupuję wszystko co się da. Brokat do zdobienia kartek również.
*
Burzę mamy właśnie. Fajny stroboskop. Może zrzucić piżamę i potańczyć mężowi? Buehehe. Żart. Mąż jeszcze z budowy nie wrócił.
*
Jesteśmy z dzieckiem na spacerze. Gutek siedzi na ramionach u taty. Tata ma na głowie jakieś 3mm włosów (łysy w dodatku w bluzie z kapturem, za kogo ja wyszłam?) i idziemy. I dziecko łapie się albo uszu albo za brwi, a konkretniej próbuje się pozbyć gałek ocznych, żeby zaczepić paluszki o oczodoły. W końcu mąż się odzywa:
M:mysa, patrz co on robi, zaraz nie będę miał oczu. Nie ma się czego uczepić.
Ja: doprawię ci rogi kochanie, będzie miał się za co złapać.
Żarcik taki  diabeł 

Update: wrócił marnotrawny. Idę nakarmić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...