26 maj 2011

Z ONETU: NJUSY

Z tym moim mężem to jest tak, że ja go bardzo kocham,  ale czasem mam ochotę go zdzielić. Albo oczy wydrapać. Ino, że ciut za wysoko. Te oczy.
Rankiem chciałam iść na targ, taki wiecie, warzywno-owocowo-kwiatowy. Głównie chodziło mi o te ostatnie… coś swojskiego – dla mamuni i coś na balkon. I mówię: słuchaj, jak będzie oglądał bajkę (Gutek) to umyj kibel. Ponieważ kibel stanowi u nas osobne pomieszczenie, to dla mnie umycie tegoż wiąże się nie tylko z umyciem muszli, ale także podłogi i ścian. Wszak nikomu nie trzeba tłumaczyć, że się ciutkę chlapie w pomieszczeniu ok80x100. Oczywiście jak wróciłam to zdążył się pochwalić: umyłem CI kibel, jakbym tylko ja tam sikała. Ale jak weszłam później skontrolować (M już zdążył prysnąć do pracy) to faktycznie umył kibel–tylko kibel. Ok, może moje polecenie nie było zbyt precyzyjne. Ale kurde no. Jako ten co sprzęt do sikania ma najwyżej, a przez to pod większym ciśnieniem leje, to powinien wiedzieć, że to właśnie on bryzga na boki najbardziej. No chyba, że tylko my – karły – z oczami blisko podłogi to dostrzegamy.
I tak to z tymi chłopami. Zero domyślunku.

No. A dla mamuni piwonie. Wielka kupa piwonii. Ale jakie cwiety mieli na tym targu… mówię wam… normalnie wsiąkłam.
Bo my rodzinnie wolimy swojskie ogrodowe tudzież polne chabazie aniżeli kwiaciarniane cudaczne bukiety za grube dyszki. To już wiecie, że ta wiocha to tak trochę dziedzicznie u mnie.
Ale za to jak mi pachnie teraz.

A teraz proszę stanąć prosto i uczesać włosy bo mam njusa.
Pamiętacie jak pisałam o sukieniusi? Że zakładam perły i idę na bankiet? I się brechtałam, że kiedy ja na ten bankiet, prawda?
No więc ekhem,ekhem.
Mąż zabiera mnie na galę firmową. Derehtorzy i inni prezhesi  i ja – mysa.
Ale jaja, co?
Żem podjarana troszku.
Ale ja się w tłumie będę umiała jeszcze zachować, co?
Bo właściwie nie jestem pewna.
I nie mam torebki. I nie wiem, w których butach jechać.
Shit.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...