Dzień dobry Państwu.
To ja.
Ciepło mi w końcu.
Siedzę
zatem w piasku od wczoraj i grzeję lico do słońca. Ogólnie dużo dzieci
mamy na placu zabaw. Jak również wszelkich drobnoustrojów w tym
pasożytów. Grunt, że moje dziecko w tym sezonie zrezygnowało z jedzenia
piasku. Może jakoś przetrwamy wśród całej hałastry.
Kupiłam
sobie kieckę. Co ja gadam. Kupiłam sobie sukienkę. Sukieniusię.
Sukieneczkunię. Mówię Wam. I na lato i na zimę. I do obcasów i do
płaskich. Zakładam perły i jestem dama na bankiecie (buehehe, kiedy ja
ostatnio na bankiecie byłam), zakładam duże drewniane i mamy wieczorek
ze znajomymi. Co za uniwersalne cudo.
W
dodatku leży idealnie. Bo wszystkie gruszki wiedzą, że to wcale nie
jest proste. Albo dekolt trza kamuflować, albo boisz się, że na tyłku
zaraz strzeli. Także no. Cud.
Poza tym gościłam rachmistrza w zeszłym tygodniu.
Dzwoni domofon
Ja: słucham
Pani: dzień dobry, ja ze spisu powszechnego… bla, bla, bla…
Ja: szkurde.
Bo
ogólnie nie spisałam się przez Internet i gdzieś słyszałam, że Ci
spisywacze zapukają do co piątego mieszkania, czy jakoś tak. Więc
oczywiście liczyłam na to, że będę pierwsza albo druga, ale na pewno nie
ta co piąta. A tu klops. No co? Wychodzę z założenia, że kablowanie na
kogoś jest świństwem, a kablowanie na siebie samego to dodatkowo
głupota.
No
ale nic. Powiedziałam co wiedziałam. I dobra - powiem to. Niechętnie,
ale powiem. N-i-e-b-y-ł-o-t-a-k-ź-l-e. Nawet pytania nie były
szczególnie osobiste. Pani nie była ciekawa ile zarabiam (buehehe), czy
noszę majtki (noszę) lub jakie dragi ostatnio wciągałam (żadne), więc
ok. Dodatkowo Gutek nam się zaprzyjaźnił z przepytującą, tym bardziej
nie mogę narzekać.
Jak
również. Karta dźwiękowa siadła w naszym starym dziaduniu, gdyż
albowiem małe, zwinne łapki wetknęły spinacza biurowego w szparkę
(sekretarkę) co jest na kartę jakąś tam. Jako, że szklanka do połowy
pełna dzisiaj więc cieszymy się, że to tylko karta dźwiękowa.
Dobra.
Idę zrobić coś pożytecznego. Buty przeglądnę. Albo zjem coś może.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz