3 maj 2011

Z ONETU: JAK TO MYSA MAŁO PALCÓW NIE STRACIŁA

M ma coś do mnie, mówię Wam. Niby wszystko ok,a jak przychodzi co do czego to palce mi próbuje łamać.
No serio. Wczoraj wyszło szydło, jak przesuwaliśmy meble. Bo łóżko chcieliśmy zamienić na stare.
Ale może od początku, co?
Wszystko zaczęło się 18 grudnia 2008 roku, kiedy o godzinie 22:00 płyn owodniowy, w którym Gutek sobie wesoło pływał, będąc lokatorem mojego brzucha, zechciał opuścić macicę i chlupnąć z impetem na łóżko.
No troszkę zmokła nam wtedy kanapa, przyznaję, choć to była tylko niewielka część moich zasobów wodnych, bo potem jeszcze wzięłam i olałam przedpokój, auto i izbę przyjęć w szpitalu. Ale ja nie o tym chciałam.
Kiedy my z Gutkiem nabieraliśmy sił po trudach porodu, mąż mój był popełnił przemeblowanie i zamienił to mokre łóżko na suche z sąsiedniego pokoju.
Nowy (choć stary) mebel służył nam przez niespełna dwa i pół roku (właśnie do wczoraj), trzeszcząc coraz bardziej i tracąc z dnia na dzień swoją jędrność, wygniatając się niemiłosiernie.
Nie zliczę ile razy klęliśmy na dźwięki jakie to łóżko wydawało. Szczególnie M, bo pod nim bardziej huczało (ale zabiedzony jakby co, pamiętajcie)
Dwa tygodnie temu jednakże coś w nas pikło.
A wszystko przez sąsiadów z góry.
Bo któregoś wieczoru leżeliśmy na wspomnianym gnieciuchu, oglądając film  i nagle do naszych uszu zaczął docierać dźwięk:
kłi, kłi, kłi   
cisza      
kłi, kłi, kłi          
cisza
Spojrzeliśmy z M na siebie niepewni tego co słyszymy
kłi, kłi, kłi
cisza
kłi, kłi, kłi – usłyszeliśmy ponownie, tym razem głośniej i jakby intensywniej.
Ryknęliśmy z M śmiechem, bo skumaliśmy co słyszymy, a wizja naszych niepozornych sąsiadów baraszkujących w sypialni rozbawiła nas do łez.
Do czasu.
Przy którymś skrzypnięciu nadszedł TEN moment. Dokładnie ten moment, w którym uświadomiłam sobie, że skoro my słyszymy ich, to oni słyszą i nas.
My dopiero trzeszczymy.
- słuchaj, musimy zmienić łóżko –stanowczo rzekłam do męża
Ten chwilę pomyślał, przeanalizował sytuację, zgodził się szybko, acz odłożyliśmy na czas poświąteczny dokonanie tego wyczynu.
Święta sobie minęły i wczoraj stwierdziliśmy, że tamto łóżko zdążyło już pewnie dobrze wyschnąć i zaczęliśmy przemeblowanie w odwrotnym kierunku.
No i tak,
przy pierwszym łóżku było:
M: myska, ty ciągnij, ja będę pchał.
No to ciągnęłam. Do czasu.
Ja: aałłłaaaaa – ryknęłam na całe gardło
Bo jak Ci palec utyka między ciężkim łóżkiem a futryną i ktoś pcha to łóżko na futrynę i słyszycie takie chrup i cały firmament z gwiazd złożony wam się ukazuje, to wcale nie jest fajnie.
No chwilę pobolało i jak się upewniłam, że palce są całe, to wzięliśmy się za przesuwanie drugiego łóżka.
M: myska, to ty teraz może pchaj, a ja będę ciągnął, co?
Ja: ok
M:to pchaj
Ja: no pcham przecież
Łóżko ani drgnęło. M wybadał i stwierdził
M: podnieś trochę do góry i wtedy pchnij, bo się zaczepiło na progu, a ja pociągnę porządnie
I pociągnął.
Ja: aaaałłłłłaaaaaaaaaaaaaa!!!!
No pewnie, za pierwszym razem się nie udało, to może przy drugim podejściu się złamie?
A kupa!
Znowu łóżko i framuga. I moje palce oczywiście. I znowu najbardziej poszkodowany środkowy lewej ręki (dla młodzieży lewe fak-ju).
Boli jak skurczybyk. Smaruje altacetem i czekam.
Liże rany.
Tulić, ale migiem!

1 komentarz:

  1. Did you know that you can create short urls with AdFly and receive money for every visit to your short urls.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...