4 maj 2011

Z ONETU: BRY!

Słońce świeci, ptaszek śpiewa… ale nie dajcie się zwieść. Na zewnątrz minus osiemdziesiąt pięć. Tak na oko.
Ja nie wiem, ale coś się popsuło i zima do nas wróciła. No bez śniegu co prawda (Krokodylku –buehehe, odkopali Was już?), ale i tak mnie zaskoczyło.
Bo mówię Wam, wyszliśmy wczoraj z domu i miałam kieckę, rajstopy 40den, płaszcz wiosenny i wydawało mi się, że się ugotuję. Pośmigaliśmy trochę z Gutkiem w centrum rozrywki dziecięcej, wypiliśmy kawę, zjedliśmy ciacho… no błagam, ile to mogło wszystko trwać? Godzinę? Półtorej? Najwyżej dwie!
A jak wychodziliśmy z kawiarni to tak rozdygotałam, że mało zębów nie pogubiłam. Zamarzłam normalnie.
I odtajać nie mogę, bo w mieszkaniu nie lepiej.
Oraz
Wszystko mi się porąbało i wydaje mi się, że dzisiaj poniedziałek. A tu już środek. Boziu, co jutro na obiad? Pół kilo boczku w lodówce. Jakieś propozycje?
Koszmarny ten poniedziałek. Znaczy środek. Mój mąż przegonił mnie dzisiaj po marketach budowlanych za płytkami. Dont iwen ask.
Chce mnie wykończyć. Moja gospodarka hormonalna również.
Idę popłakać sobie do klopa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...