Okres świąteczny uważam za zakończony.
Dzisiaj.
Bo dzisiaj dopiero zostaliśmy sami. Ostatni goście wyjechali, a i my zaprzestaliśmy podróży i siedliśmy sobie na tyłku.
Poświęciliśmy
pisanki, zająca, baranka i całą resztę koszykowej brygady. Gutek dwa
razy wywinął orła, bo zamiast patrzeć przed siebie, to za wszystkimi
autami się oglądał, więc połowę zawartości jego koszyczka w drodze do
kościoła nam wsysło ;)
Ja: czegoś nam brakuje w tym koszyczku skarbie
G: a gdzie balanek?
Ja: no właśnie, gdzie twój baranek?
G: podział się gdzieś
I tak.
Pojedliśmy jak smoki świątecznych potraw. Odwiedziliśmy teściów i mam nowe ploteczki.
Włosy mi urosły, to raz. Tak wszyscy mówią więc uznam to za prawdę.
A
jeśli o męża mego idzie, to tydzień na działce w tym kopanie rowów
odwodnieniowych i studni do celów podlewczych pozwoliły mu pozbyć się
zimowego brzuszka i nabrać opalenizny jakby z Hawajów co najmniej
wrócił. Także wszyscy (wszyscy to znaczy jego familia) najpierw mu
mówili:
- O jaki ty opalony jesteś.
A następnie
- Zbidłeś coś – i z wyrzutem patrzyli na mnie,
Bo
oczywiście mysa jest wszystkiemu winna. Jak ośmieliłam się kilka lat
temu wprowadzić rewolucję i zaszczepić swoje nawyki żywieniowe w mężu
mym, wtedy jeszcze chłopaku, tak kaplica.
Do
tego pastwię się nad dzieckiem, bo daję wodę do picia i ograniczam
słodycze ;) Także na pewno maczałam w tym palce i próbowałam zagłodzić
rodzeństwu najmłodszego brata i rodzicom ukochanego syneczka.
To nic, że owa bida wciąż i niezmiennie waży ponad setkę ;)
Poza
tym Gutek nam oszalał na punkcie samochodów. Mówiłam Wam już, że teraz
spacery głównie na parking się odbywają? Dziadka dwa razy przegoniliśmy z
wnukiem na spacer i dziadek wrócił w ciężkim szoku, bo wnuk nie dość,
że marki skrzętnie wymieniał to i modele.
Ja: Guciu, jakie auto sobie kupimy?
G: dełu tiko!
Ja: upssss, ale troszkę większe by się przydało. Jakie lubisz?
G: fiata pandę. Zielonego.
Ja: upsss… chyba też nie.
G: to mozie leskusa?
Ja: lexusa mówisz? Hmmm. No może. Za sto lat ;)
Coś mi się wydaje, że prędzej będzie ta panda :)
Jeśli
jest tu jakiś czytacz i jednocześnie posiadacz tico (najlepiej
fioletowego) lub pandy (najlepiej zielonej) to w Gutku znajdzie
najlepszego przyjaciela ;)
Na koniec o naszych snach:
M: myska, śniło mi się, że byłaś w ciąży – opowiada któregoś poranka mąż, susząc zęby w szeroki uśmiechu
Ja: to ja ci powiem co było dalej. Urodziłam córeczkę i jak miała roczek i bawiła się z Gutkiem obok auta to ją ktoś porwał – i w bek
M: myska, śniło mi się, że ktoś mnie z nożem gonił, pewnie ty - powiada dzisiaj rano
Ja: niemożliwe, ja dzisiaj w nocy byłam na prywatnej audiencji w Watykanie
;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz