12 kwi 2011

Z ONETU: CO MYSA ROBIŁA KIEDY NIE PISAŁA cz.II

Dobra, koniec z pierdołami. Rozpisałam się nie wiadomo o czym w ostatnim poście. W tym zatem obiecuję pleść jeszcze bardziej.
Bo ja o tej pomocy zaczęłam, tak?
No. To Kolega Kominek okazuje się, że zna wszystkich z branży i załatwił nam dobrego stolarza, fliziarza i kogo będziemy chcieli, bo jak wszyscy wiemy znaleźć rzemieślnika to nie problem, ale znaleźć rzemieślnika dobrego już tak. A jeszcze jak ten rzemieślnik liczy sobie za robotę mniej z racji znajomości z Kolegą Kominkiem to już w ogóle bajka.
Kiedyś Wam pisałam w jaki sposób podejmuję decyzję, pamiętacie? Że potrzebuję nocy, a najlepiej kilku, żeby się na coś zdecydować. Drzwi do domu pół roku wybierałam (notabene, żałuję, bo znalazłam jeszcze lepsze ;-/)
Gdybyście wiedzieli jak kominek wybierałam, to normalnie szok.
Pojechaliśmy do Kolegi Kominka i ten jak zaczął gadać i zadawać pytania, to mnie tak zamotał, że pół godziny później było z głowy, a mój pierwotny plan poszedł się paść. Ja i pół godziny? buehehe, a to dobre! Dobrze, że ogólna koncepcja narożnego fajerplejsa została zachowana. Co do reszty pewna nie jestem i pojęcia nie mam co w końcu wybrałam;)
Pożyjemy, zobaczymy, mam zgodę na marudzenie.

No co tam jeszcze?
Przeziębiliśmy się troszkę z Gutkiem. Na szczęście moje dziecko nie ma na nic czasu, na chorowanie również. Jeden dzień się słaniał, nic nie jadł i przeszło. Ufff.
Poza tym szaleje, a ja nie wyrabiam. Bardzo mi „pomaga” w wiosennych porządkach, przez co mam dwa razy więcej pracy. No na przykład wypucowałam se okna i zaraz, dosłownie za chwilkę z jednej strony burza z gradem je poprawiła, a z drugiej Gutek swoją śliną.
Albo wczujcie się w sytuację. Widzicie, że dziecko trzyma w rękach ładowarkę do telefonu. Za chwilę znika Wam z oczu i słyszycie, że zamrażalnik jest otwierany. Połączcie sobie fakty. Ale zamrażalnik to pikuś. Bo jak mamy do czynienia z telefonem i mikrofalówką to jest gorzej. Nie wiedziałam, że potrafię tak szybko biegać.  A M mi się każe więcej nie zastanawiać co najpierw by siadło – telefon czy kuchenka hmmm ;)
Powiem Wam poza tym, że norze od blendera marki Braun są ostre. Są bardzo ostre. Jak pieprz. Co ja gadam, jak wężowa papryczka chili, albo chińska mieszanka o wdzięcznej nazwie you huj, której sam zapach wyciska łzy z oczu. Są ostre jak język teściowej. Nie próbujcie sami, uwierzcie na słowo. Dobrze radzę.
U okulisty też byłam. I okazuje się, że muszę iść jeszcze raz, tylko do innego. Z krótkowidza stałam się dalekowidzem, nie wiem jakim cudem, skoro wciąż nie poznaję kto mi się kłania po drugiej stronie ulicy. A co najlepsze na oba oczka wyszły panu takie same szkła. A ja się będę upierać, że to lewe mam słabsze. Dobrze, że chociaż cylindry się zgadzają (szkła cylindryczne nie oznaczają denek od butelek – tłumaczę, bo mój mąż tak kiedyś myślał ;)

Jeśli zaś idzie o porządki wiosenne to widać koniec. Kluczy swoich jednakowoż nie znalazłam, ale wciąż pamiętam jak się w styczniu mój syn nimi bawił. A potem znikły. Cóż.
Zostały mi same pierdoły do zrobienia, także od jutra zapuszczam paznokcie i będę rżnąć lejdi. Jeszcze tylko polecę dzisiaj po nowy lakier, marzy mi się miętowy (kolor). Któraś ma? Czy się aby nie wygląda jak truposz w takim?
No a teraz muszę spierniczać. Obiad trza jakiś wstawić.
M ma do odebrania w pracy prawie 200godzin!!!!
Spoko, i tak go nie będzie. Moi rodzice przyjeżdżają więc już mi grozi  - myska, to ja się na budowę przenoszę, mam sporo pracy.
O i tak. 
To lecę.

PS Grzywkę sobie machnęłam. Sama. Naładowana strzelba okazała się zbędna. Wyglądam swojsko. Na tyle, że nikt nie zauważył różnicy. Senkju. I po co się wahałam?

UPDATE: Widzieliście jak ja napisałam "norze"? Chodziło mi oczywiście o "noże" od blendera. Matko to ja ze wstydu może pójdę i się w norze mojej teraz schowam, tak?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...