11 kwi 2011

Z ONETU: CO MYSA ROBIŁA KIEDY NIE PISAŁA cz.I

A nie pisała, bo czasu nie miała.

Mówiłam już wam kiedyś, że nie lubię pisać długich notek? No tak już mam, przepraszam. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że taka się urodziłam ;) Katorgą dla mnie było sklecenie wypracowania maturalnego na 8 stron papieru kancelaryjnego (za to całkuję bardzo chętnie;). Ale, że mój blog to nie lekcja języka polskiego, to robię wyjątek. Doceńcie to proszę i nie narzekajcie na formę, gramatykę czy inną interpunkcję (z ortografią mam wrażenie, że sobie jako tako radzę, choć i to nie zawsze;)
Także kochane kurczaki dzisiaj zbiorcza notka.
I długa zapewne.
Od czego by tu…?
A!
Szczerze, jak na spowiedzi mówię, że moja klasa w szkole średniej była denna. Z dwiema dziewczynami mam rozmemłany kontakt, na ponad 40 osób (z wyżu jestem!!!). W ogóle mojego LO z różnych względów staram się nie pamiętać i nie wspominać, także temat ucinam. No a studia jak to studia - pewnie nie będę oryginalna jak napiszę, że to najlepszy okres w życiu ;) Niestety kontakt z przyjaciółmi z racji odległości jest głównie elektroniczny. Szkoda.
Ale chodziłam jeszcze do szkoły podstawowej i w tej szkole podstawowej miałam świetną klasę. Byliśmy wszyscy bardzo zgrani. A dowodem tego niech będą spotkania, które odbywają się mniej więcej co pół roku, najczęściej w kilka osób. Ustala się termin i kto może ten przychodzi.
Tak się właśnie stało kilka dni temu. No mówię Wam, jakieś spotkanie mnie ominęło i dwóch kolegów nie widziałam 15 lat!!! Rany julek, ale urośli i jak zmężnieli ;)
Wiecie jak się mysa ubawiła?
Alkoholu żem co prawda nie tknęła, bo dziecko było nie teges (w sensie, że choroba nad nim krążyła siakaś) i nie wiedziałam jaka noc mnie czeka. Więc pojechałam autem takim brudnym… ale to takim brudnym, że mnie zemdliło jak weszłam na parking. Se pomyślałam świetnie, odstawiła się jak nie wiem co i wysiądzie dama z zafajdanego auta. Sobie przypomniałam w ramach usprawiedliwienia, że popołudniem - ino dzień wcześniej jakiś kolo drogę czyścił w upale i do tego na sucho. I on, znaczy się ten kolo wzbijał kłęby piachu, żwiru i pyłu na wysokość ok. 10m. I to wszystko sobie opadało na auta. A że moje było świeżo z myjni to i lepiej się doń kleiło. No. To pojechałam furą mą szaroburosraczkowatą (dosłownie furą, tylko siana mi brakło) i stanęłam nią -tą furą, prawda - pomiędzy świeżutką, prosto spod igły czarną CZYSTĄ hondą jakąś tam i srebrnym, równie czystym, a może nawet bardziej audi też jakimś tam. Ale miałam obstawę, mówię Wam. Za to przynajmniej nie musiałam potem przez okno spozierać jak co poniektórzy, czy nikt mi się nie włamuje do auta bo i kto by takie chciał ;) Nawet radio sobie grało przez tych kilka godzin i świeciło niebieskimi diodami tak, że mało nie padłam jak podchodziłam do niego po imprezie, bo niebieska łuna z wnętrza mej fury dawała po gałach w nocnych ciemnościach aż miło. I tak pies z kulawą nogą się nie zainteresował ;)
Ale, ale!
Wracając do spotkania, to klawo było jak cholera. Mówię Wam. Zdarzało mi się - to mówię szczerze - lądować po kilku głębszych ze śmiechu pod stołem, ale na trzeźwo, to raczej powściągliwa ciutkę jestem. No wyobraźcie sobie, że spotykacie się z niektórymi kolegami po 15latach, no i na tradycyjne „co słychać?” przez ułamek sekundy zastanawiacie się jak streścić te kilkanaście lat w kilku zdaniach i to najlepiej prostych. Przez cały okres bezkontaktowy rozmawialiście ze sobą całe nic, na ulicy byście nie poznali i o czym tu później gadać, nie? ;)
Okazuje się, że tematów jest więcej niż by się człowiek, a przynajmniej mysa spodziewała.
Tak w skrócie Wam tylko powiem, że jedna taka koleżanka na rurze tańczy i można se ją wynająć jako damę do towarzystwa – kolega zdradził ten fakt. Szkoda tylko że jak zapytałam skąd wie, to się migał z odpowiedzią ;)
Potem (przy tym leżałam), niektórzy chłopcy bawią się w policjantów i złodziei. I pomyśleć, że takie dobre chłopaki byli – te złodzieje ;) Ale co? Jeden mówi (policjant) że ma robić nalot na jakiegoś typka, dostaje zdjęcie tego typka i się okazuje, że siedział z nim na fizyce – no bomba, nie?
No i w końcu wiem, kto przebił wszystkie opony w maluchu mojej wychowawczyni po rozdaniu świadectw w ósmej klasie (bo ja żem jeszcze starym trybem szła;) 
Ale wiecie co jest najważniejsze?
23 lata mi dają jak ta lala :) Spoko bo właśnie na tyle się czuję. I zmarszczek ponoć nie mam, ale w lokalu ciemnawo było więc mogli nie zauważyć. Dobra moja :)
Dziewczyny!!! (te wolne) Sprawa wygląda tak. Mam chłopaków do obstawienia. Co do wyglądu się nie wypowiadam, bo nie mój typ, a zresztą pamiętam ich na zdjęciach klasowych z wystawionym językiem, przewróconymi oczami i innymi głupkowatymi minami więc mogę być nieobiektywna. Ale chłopaki są fajne. I same. No i nie powiem Wam, że mają własne działalności, jeżdżą furami, pachną jak milion dolarów i noszą dżinsy za 30zł, bo mają dość lasek, które na kasę lecą (notabene, straszne to). Więc tego nie mówię bo mi ich żal. Szczerze. Ale powiem Wam za to, że to fajne i dobre chłopaki. A jakie pomocne.
Ale o tej pomocy w następnym odcinku bo mam kupę roboty.
To pa
eee z tą długością nie jest tak źle ;)
Pa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...