No po prostu nie mogłam inaczej.
Zaglądnęłam tu dzisiaj do siebie i gdy zobaczyłam to bure tło, to mi się coś stało.
Musiałam pozmieniać – przepraszam ;)
*
Wczoraj dopadł mnie wkurw.
Właściwie
dopadł mnie już kilka dni temu,ale wczoraj osiągnął ekstremum swoich
możliwości do tego stopnia, że wyszłam z domu trzaskając drzwiami.
Ale nie krzyczałam, ok?
Jak jestem zła to milczę. Nie krzyczę, choć bardzo bym chciała.
I nie pokłóciłam się z mężem.
Są po prostu takie chwile w życiu każdej mysy, że chce się przewietrzyć.
Sama.
Bez dziecka.
Bez męża.
SAMA.
S.A.M.A
S
A
M
A
Także zgarnęłam kluczyki i pojechałam (a gdzie by indziej?) na szmaty ;)
Skutkiem czego mam 2 nowe swetry, bluzkę, 7 serwet na stół i 1 obrus ;)
2
godziny w samotności przywróciły mi równowagę i mogłam wrócić do domu,
gdzie czekały na mnie biedronkowe truskawki i goździki. Prawdopodobnie
biedny mąż myślał, że coś przeskrobał ;)
Dzisiaj
jednakowoż około godziny 9, M zdołał zrozumieć mój wczorajszy stan,
kiedy na kuchennej podłodze znalazło się kolejno: kubek herbaty (a bo
tak!), jajecznica (też bo tak!) i litr piwniczanki (oczywiście - a bo
tak!). Naturalnie wszystko za sprawą słodkich, niewinnych łapek, które
lubią sobie czasem coś wylać. Bo fajnie jest myć łapki i głowę herbatą z
podłogi, spróbujcie koniecznie, może wam też się spodoba ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz