Ej no, pełnię już dzisiaj w nocy odrobiłam, także najbliższą – osiemnastego, pozwólcie, że sobie odpuszczę. Trylogia Zmierzchu
w porównaniu z moim dzisiejszym snem to pikuś - pan pikuś. Od czwartej
nie śpię. Koło 5 obudziłam M, bo mi się nudno zrobiło. O szóstej jak nam
się zaczęło kimać Gutek wstał. Ktoś mi teraz co chwila karuzelę we łbie
puszcza.
Ale nic to.
Ogłaszam, że wiosna przyszła!
Buciory
zimowe pochowałam. Balerinki, czółenka, trampki, adidaski i inne klapki
wyciągnęłam. Kurtki zimowe zapakowałam i przygotowane czekają na
wywózkę (na strych na razie).
I najważniejsze!
Bociana wczoraj widziałam! Pisku narobiłam w aucie co niemiara!
Także bardzo Was proszę - o żadnym kwietniu pletniu co przeplata – nie chcę słyszeć! Ani słowa! Ani, ani!
Dobra,
podwijam kiecę i lecę. Obiad trza jakiś nastawić i keksa bananowego do
piekarnika włożyć (od soboty go robię, zawsze mi jakiegoś składnika
brakuje;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz