Wszyscy byli bardzo mili i grzeczni dla mysy.
Tylko miałam taki dylemat:
Ja: słuchaj, a jak mi się będzie śniło coś ten tego?
M: znaczy co konkretnie?
Ja: no jak będę miała sen erotyczny w trakcie, to co?
M: tyle Twojego myska, użyj se.
No
bo jak jedna koleżanka w poprzednim poście nastraszyła mnie lataniem na
miotle, to puściłam wodze fantazji i zapędziłam się aż w erotykę ;)
Wszystko pięknie, fajnie, ale czy to widać po nas, co nam się śni?
Na
moje szczęście nie pamiętam niczego i nie wiem czy aby nie wierzgałam
im tam nogami. O 13:40 grzecznie i po cichutku porozmawiałam z panią
anestezjolog, a dwie minuty później jakaś inna miła pani ze spojlerem
zamiast brwi władowała mi w wenflon 4 strzykawki. Grzecznie więc
powiedziałam „dobranoc” i lulu.
Pojęcia nie mam kiedy i w jakich okolicznościach znalazłam się z powrotem na sali.
Ok, wyszło, że jestem szurnięta, przyznaję.
Troszku się wdałam w moją świętej pamięci Babcię, która szminkę uważała za atrybut kobiecej elegancji.
No ja co prawda nie gustuję w krwistych czerwieniach czy intensywnym różu, jak Babcia, ale umówmy się – bez błyszczyka nie istnieję ;)
Więc kiedy pielęgniarka ogłosiła
-pani …ska, za minutkę pani wchodzi, proszę się przygotować
To
w ramach przygotowań błyszczyk na usta machnęłam zgaszony różowy, po
czym stwierdziłam, że mi nie pasuje do piżamy i zmieniłam na
brzoskwiniowy ;)
To już chyba uzależnienie.
A poza tym dostałam przeuroczą walentynkę od mojego męża:
M: kochanie, wymieniłem Ci klocki hamulcowe i olej, sprawdziłem zawieszenie i umyłem auto, cieszysz się?
Ja: ohh, zawsze o tym marzyłam!!
Mój Romeo ;)
Dobra chłopaki i dziewczyny, w przeciągu tygodnia zamówiłam sobie 16 książek. Także no. Znikam ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz