Gutkowe
fascynacje biedronkami można uznać prawie za niebyłe. Prawie, bo wciąż
euforię u dziecka wywołuje wyjazd do teściów, którego obowiązkowym
punktem jest odwiedzenie owadziego sklepu wraz z babcią i dziadziem.
Ale to pikuś, bo jak przypomnę sobie czasy, kiedy na niemal każde pytanie odpowiadał „kampka” [czyli biedronka] to słabnę.
Wczoraj natomiast:
G: o popać, biedlonka! – wykrzykuje radośnie dziecko
Ja: biedroneczki są w kropeczki –zaintonowałam piosenkę
Gutek patrzy na mnie krzywo i mówi
G: nie klopećki. Biedlonka, ciodziennie niśkie cieny – wyśpiewuje wdzięcznie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz