25 lut 2011

Z ONETU: MYSA I JEJ ŻENUA

Próbując przełamać niechęć naszego syna do dziecięcych twarzy pomalowanych kolorowo w kotka, motylka czy innego tygryska, mąż był popełnił zakup w postaci kolorowych flamastro – farbek*.

Pierwsza próba przełamania Gutkowych obaw spełzła - że tak powiem - na niczym, gdyż namalowane na swej twarzy niebieskim flamastro– farbkiem wąsy uznał, mówiąc grzecznie, za okropne i przez następny tydzień bał się spojrzeć w lustro.

Jednakowoż.
Wraz z małżonkiem mym z racji charakterów do poddających się zbyt wcześnie ludzi nie należymy więc strach dziecięcy przełamywać wciąż i nadal chcieliśmy. Próby nasze były liczne i weszły do repertuaru rozrywek na stałe. Polegały one mianowicie na malowaniu flamastro - farbkami swoich własnych twarzy, rąk i innych nie osłoniętych ubraniem części ciała.  

Tak też uczyniłam wczorajszego przedpołudnia, bo dlaczego nie?
Świetnie bawiąc się z dzieckiem, malując różne dziwactwa na własnym obliczu, poddając się całkowicie abstrakcjom Gutka na prawej mej ręce, słyszę nagle dzwonek do drzwi.
Upsssss.
Struchlałam zmieszana.
Gutek z okrzykiem na ustach: tatuś  wlócił z placi, pobiegł do przedpokoju.
Normalnie udawałabym, że mnie nie ma, ale zachowanie ciszy przez Gutka graniczy z cudem.
-przesyłka, proszę otworzyć – usłyszałam więc zza drzwi.
Popatrzyłam przez judasz i zobaczyłam pana, lat około 30, z aparycji bardzo miłego memu oku.
Jeszcze bardziej więc struchlałam.
Tymczasem Gutek dał głośno i dźwięcznie do zrozumienia, że obecni realnie jesteśmy, także z udawania "nikogo nie ma w domu" nici.
Zebrałam się więc w sobie i rzekłam, bo cóż było czynić?
- dobra, otwieram, tylko niech się pan nie przestraszy!
Otworzyłam. Ja, słońce na czole, biedronka na lewym a kwiat na prawym policzku, wąsik a la Zorro i brwi na Breżniewa. 
Powiadam wam,  nie wiem czyj widok komu sprawił większą frajdę. Mój jemu, czy odwrotnie;)  Ta mieszanka uczuć na twarzy kuriera, począwszy od totalnego zaskoczenia po niezły ubaw - wyborna, doprawdy.
- przesyłka dla pani mysy– ledwo wybąkał, dławiąc śmiech
- gdzie mam podpisać?– odbąknęłam, kryjąc zażenowanie
Po czym wyciągnęłam prawą moją abstrakcję na światło dzienne i machnęłam parafkę.
- dziękuję– rzekłam, próbując wytrzymać spojrzenie miłego pana.
- ładny makijaż– pan odparł
- a tak, starałam się– rzekłam
Po czym zamknęłam drzwi za panem. Podeszłam do lustra i zaklęłam na własny widok.
Senkju.

*Flamastro – farbki; wyglądają jak grube flamastry, przez koreańskiego producenta nazwane farbkami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...