Próbując
przełamać niechęć naszego syna do dziecięcych twarzy pomalowanych
kolorowo w kotka, motylka czy innego tygryska, mąż był popełnił zakup w
postaci kolorowych flamastro – farbek*.
Pierwsza
próba przełamania Gutkowych obaw spełzła - że tak powiem - na niczym,
gdyż namalowane na swej twarzy niebieskim flamastro– farbkiem wąsy
uznał, mówiąc grzecznie, za okropne i przez następny tydzień bał się
spojrzeć w lustro.
Jednakowoż.
Wraz
z małżonkiem mym z racji charakterów do poddających się zbyt wcześnie
ludzi nie należymy więc strach dziecięcy przełamywać wciąż i nadal
chcieliśmy. Próby nasze były liczne i weszły do repertuaru rozrywek na
stałe. Polegały one mianowicie na malowaniu flamastro - farbkami swoich
własnych twarzy, rąk i innych nie osłoniętych ubraniem części ciała.
Tak też uczyniłam wczorajszego przedpołudnia, bo dlaczego nie?
Świetnie
bawiąc się z dzieckiem, malując różne dziwactwa na własnym obliczu,
poddając się całkowicie abstrakcjom Gutka na prawej mej ręce, słyszę
nagle dzwonek do drzwi.
Upsssss.
Struchlałam zmieszana.
Gutek z okrzykiem na ustach: tatuś wlócił z placi, pobiegł do przedpokoju.
Normalnie udawałabym, że mnie nie ma, ale zachowanie ciszy przez Gutka graniczy z cudem.
-przesyłka, proszę otworzyć – usłyszałam więc zza drzwi.
Popatrzyłam przez judasz i zobaczyłam pana, lat około 30, z aparycji bardzo miłego memu oku.
Jeszcze bardziej więc struchlałam.
Tymczasem
Gutek dał głośno i dźwięcznie do zrozumienia, że obecni realnie
jesteśmy, także z udawania "nikogo nie ma w domu" nici.
Zebrałam się więc w sobie i rzekłam, bo cóż było czynić?
- dobra, otwieram, tylko niech się pan nie przestraszy!
Otworzyłam. Ja, słońce na czole, biedronka na lewym a kwiat na prawym policzku, wąsik a la Zorro i brwi na Breżniewa.
Powiadam wam, nie wiem czyj widok komu sprawił większą frajdę. Mój jemu, czy odwrotnie;) Ta mieszanka uczuć na twarzy kuriera, począwszy od totalnego zaskoczenia po niezły ubaw - wyborna, doprawdy.
- przesyłka dla pani mysy– ledwo wybąkał, dławiąc śmiech
- gdzie mam podpisać?– odbąknęłam, kryjąc zażenowanie
Po czym wyciągnęłam prawą moją abstrakcję na światło dzienne i machnęłam parafkę.
- dziękuję– rzekłam, próbując wytrzymać spojrzenie miłego pana.
- ładny makijaż– pan odparł
- a tak, starałam się– rzekłam
Po czym zamknęłam drzwi za panem. Podeszłam do lustra i zaklęłam na własny widok.
Senkju.
*Flamastro – farbki; wyglądają jak grube flamastry, przez koreańskiego producenta nazwane farbkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz