Bo
jak pani doktor przed Sylwestrem mówiła, że mam z tą krtanią leżeć,
odpoczywać, a Nowy Rok witać pod kocem, to ja ją w duchu wyśmiałam.
No. To mam za swoje.
Grypa teraz.
Także
wiecie. Zamykam się na cztery spusty (dokładnie to jeden, marki Gerda) i
nie wychodzę. Noł łej. Tylko leżę i się pocę (i jadę czosnkiem).
Może zacznę wystawiać na allegro swoje hafciarskie dzieła, hę? :>
Chociaż osobiście wolałabym sobie sama zrobić niż kupować od kogoś ;)
Ale to ja.
Haftowanie
jest fajne, mówię Wam. Spróbujcie. Nie trzeba nawet specjalnych
zdolności. Wystarczy mieć wzór (pełno tego w necie), kanwę i mulinę.
To
jeśli o krzyżykach mowa. Bo ja bym chciała się nauczyć hardangera, ale
to już wyższa szkoła jazdy. "Na kiedyś" to odłożyłam więc.
Pewnie,
że trzeba mieć wprawę, żeby wyhaftować gobelin z jelonkami na
rykowisku, ale też trzeba lubić takie widoczki. Powiem Wam szczerze, że
jako wieśniaczka najbardziej lubię wsią trącające wzory. Ludowe
(polskie/ukraińskie/meksykańskie). Nie dość, że łatwe, to jeszcze fajne i
oryginalne.
W ramach „ciociowania” metryczki jeszcze krzyżykuję, miśki jakieś czy coś.
Jeszcze z szyciem muszę się przeprosić. I będzie fajnie.
Jako nastolatka spódnicę sobie uszyłam na lato. Chodziłam w niej nawet :)
W październiku dostanę maszynę do szycia…. mąż mi obiecał, to wtedy będę jechać z koksem ;)
Słuchajcie, może ja jakiegoś osobnego bloga z wytworami swoimi stworzę?
(M mnie zabije jak to przeczyta;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz