Zdobyłam się wczoraj, mili państwo, na wiekopomny czyn.
Otóż!
Przeczytałam
każdy komentarz, który umieściliście u mnie na blogu. Owszem, bywam
szalona, ale to był dla mnie wręcz szalenie szalony pomysł. Nie zrobiłam
tego jednak przypadkowo. Chciałam mianowicie sprawdzić, czy o kimś nie
zapomniałam, czegoś nie przeoczyłam.
Tak więc!
Spisałam sobie na kartce adresy waszych blogów, które zostawialiście sukcesywnie. Wyszło mi 33 sztuki +/- 1szt.
Czytajcie dalej!
Niektóre
z tych adresów znam dobrze, inne znam nieco mniej, głównie ze względu
na małą ilość wpisów. Znalazłam też trzy takie, które mi umknęły
całkowicie – przez co bije się w pierś, bo jak tam wczoraj zajrzałam, to
okazały się być całkiem fajne :)
Mam
to do siebie, że lubię kogoś najpierw poznać, posłuchać, poczytać nim
sama głos zabiorę. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się skomentować
jakiejś notki nim nie przeczytałam choćby kilku postów. Najczęściej
czytam wszystko.
Sami
pewnie nieraz przekonaliście się, że zostaliście ocenieni przez innych
pochopnie, bo ktoś osądził was na podstawie jednego postu, ba! czasem
nawet jednego zdania, a prawda o Was samych jest zupełnie inna. Dlatego
nim zabieram u kogoś głos to najpierw próbuję poznać tego ktosia.
Oczywiście trudno mi nadrobić kilka lat w jeden wieczór, szczególnie
jeśli bloger wykazuje tendencję do pisania długich notek…. ale staram
się jak mogę.
Z
lewej strony mojego bloga widzicie kilka linków, do tych dziewczyn,
które odwiedzam najczęściej. To nie jest lista skończona i już mam w
zakładkach kilka innych adresów. Podczytuję też różnych chłopaków i ich
też Wam kiedyś polecę. Chcę jeszcze stworzyć osobny zbiór blogów, które
mnie inspirują w kuchni, w domu, w literaturze i w robótkach ręcznych…
to wszystko jest kwestią czasu.
Czasem
różnimy się sposobem myślenia, poglądami czy podejściem do życia…. Ale
myślę, że warto znać zdanie i stanowisko innych do pewnych spraw. To
hartuje i uczy dystansu.
Na koniec jeszcze mam biznes.
Mówiłam Wam już, że ja się przywiązuję do ludzi?
Nie?
No to mówię!
Przedwczoraj przeczytałam pewnego posta. Nie zdążyłam skomentować. Wczoraj rano próbuję i co? Blog o podanym adresie nie istnieje! Najpierw nie zajarzyłam, że to prawda, bo od kilku dni mam problemy, żeby czytać, logować się i komentować …. i
taki napis pojawiał się nawet jak chciałam na swój blog wejść. Ale co?
Ano to, że próbuję dalej… wszystko działa, poza jedną Milą? :( Co się stało u licha? :( Mila, powiedz, że to nieprawda, please! Odezwij się!
Swego
czasu odwiedzała mnie dziewczyna o nicku pospolitka (wcześniej simera).
Jeśli czasem jeszcze tu zaglądasz, a mam cichą nadzieję, że tak, to to
jest kilka zdań do Ciebie: Nie wiem dlaczego, ale adres Twojego bloga
gdzieś mi umknął, sama jednak wpadłam pewnego dnia na pomysł, żeby
wgooglować sobie Twój nick i pojawił mi się blog. Przeczytałam go całego
wzdłuż i wszerz. Płakałam szczerze i śmiałam się też. Kilkakrotnie
zabierałam się, żeby skomentować, ale nie wiedziałam jak dobrać słowa. W
pewnym momencie stwierdziłam, że napiszę Ci maila…. miałam problem,
żeby sklecić choć jedno mądre zdanie, aż w końcu zaczęłam i jakoś
poszło. I nagle Twój blog zniknął :( Pospolitko, przepraszam…. nie zdążyłam. Jak to kiedyś przeczytasz, to napisz choć króciutkie zdanie, czy wszystko ok.
A biznes polega na tym, że jak już macie zamiar skasować bloga to mnie uprzedzajcie, bo się wykończę!!!!
A najlepiej nie kasujcie wcale!!!
Ok?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz