4 paź 2010

Z ONETU: TEŚCIK

Tak sobie myślę, że jeśli chce się zjeść obiad na tak zwanym mieście, a ma się małe dziecko to najczęściej wybiera się lokale, które tym dzieciom są przyjazne. No ja akurat nie mam nic przeciwko fast foodom, ale jak często można?
Zrobiliśmy więc wczoraj test. 
Pojechaliśmy w trójkę do najbardziej wypasionej restauracji w okolicy, żeby sprawdzić Gutkowe umiejętności w dziedzinie elegancji i taktu.
Oblaliśmy, mówię od razu.
Pierwsze co zrobiłam to zapytałam o fotelik dla dziecka, pani oczywiście z zapałem poszła po mebel, po czym wlazła do komnaty (bo to pałac tak w ogóle był) z fotelem w stylu ludwikowskim. No gały wywaliłam, bo takiego mebla dla Gutka się nie spodziewałam (de facto… nie nadawał się do niczego, bo nie miał kompletnie żadnego zabezpieczenia, po prostu dziedzic siedział wyżej). No jak już usadowiliśmy dziecko, które to zamarło w pierwszej chwili z wrażenia to dostrzegłam  zzieleniałe (od trawy) i przyszarzałe (od bruku i żwiru) kolana Gutkowe, które ewidentnie odznaczały się przy śnieżnobiałym obrusie…. 
No nic – myślę sobie, grunt, że jest grzeczny. Dostaliśmy zamówione napoje… i się zaczęło. Marmury, świeże kwiaty, rozpalone drwa w kominku,  na lewo zakochana para, za plecami coś na kształt zakochanej pary, a gdzieś pomiędzy nimi my - drżący o elegancką zastawę stołową, zabytkowe kredensy, a także niezabezpieczone przed dziećmi dwa kominki (muszę się im przyjrzeć następnym razem, bo zdaje się, że mi się podobały, a szukam inspiracji na swój własny)

Potrzebujemy w czwartek opchnąć Gutka na jakieś 3 godzinki!!
Anybody?

Nie chcę rocznicy ślubu przegryzać BigMac-iem!!! HELP!!!

A poza tym moje dziecko nosi już ubrania w rozmiarze trzycyfrowym… 104 – 110…
i już niedługo i będzie miał 160 jak ja…..
i już nie będzie taki pucio-pucio-cium-cium, tylko będzie taki duży…
i będzie się stawiał …
i będzie pyskował….
 depresja 

1 komentarz:

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...