Dzisiaj drogie dzieci opowiem Wam bajkę. W dodatku bajkę opartą na faktach. A.u.t.e.n.t.y.c.z.n.y.c.h! (Kocham pleonazmy :-).
Nim jednak przejdę do rzeczy….
- Wiecie jaki był 7 października 2006? Pewnie nie pamiętacie więc Wam przypomnę. Był bardzo, bardzo słoneczny…. cieplejszy o jakieś 20 stopni… nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby brać jakiś sweter czy płaszcz. Tak wspominam, bo my dzisiaj z Gutkiem na spacerku w strojach zimowych występowaliśmy.
- Gutkiem zajmie się moja siostra, a my… ekhm, ekhm ;) Trochę jak przed pierwszą randką się czuję i oczywiście nie mam się w co ubrać ;)
Dobra...bo zbaczam z tematu….
Bajka miała być!
Dawno,
dawno temu…. za górami za lasami, żyła sobie pewna królewna. Za nic ona
miała awanse pięknych (acz nielicznych) królewiczów i z pogardą
patrzyła na leżących u jej stóp (nielicznych) młodzieńców. Rodzice
królewny byli zmartwieni tym faktem, gdyż nauki kończyła pobierać i
groziło jej staropanieństwo. Ona jednak uważała, że to wszystko mrzonki i
czasu ma mnóstwo na znalezienie odpowiedniego kandydata do jej ręki.
Pewnego
dnia na dworze zaczęły krążyć opowieści o jednym takim królewiczu, przystojnym, szarmanckim i mającym to coś w sobie, ale za to porywającym niewieście serca, łamiąc je później bez zbędnych
skrupułów, poprzysięgła sobie w duchu, że
mężczyzna ten serca jej nigdy nie zaskarbi.
Za
jakiś jednak czas, znajoma księżniczka wystosowała zaproszenie do
królewny, że jakoby w jej królestwie zwanym skądinąd Domem Studenckim
Kapitol organizuje niewielki bal z plackami ziemniaczanymi i cytrynówką w
roli głównej. Podczas tego balu właśnie królewna i królewicz po raz
pierwszy mogli sobie spojrzeć głęboko w oczy. Nazajutrz królewna wracała
do swego pałacu z uczuciem kaca i ulgi zarazem, gdyż królewicz nie
zdążył jej w głowie zawrócić.
Ich
losy jednak tak się toczyły, że królewna i królewicz spotykali się
coraz częściej, a raz poszli nawet na schadzkę, która okazała się
kompletnym niefartem. Trudno było szukać przyczyn takich niepowodzeń. On
miał ją za dziwaczkę, ona zaś myślała o nim jak o butnym podrywaczu. Coś jednak nie pozwalało przerwać im tej znajomości…
Mijały
miesiące a ich znajomość pomału przeradzała się w przyjaźń. Już bez
oporów udawali się co i rusz do okolicznych oberży, wypijając przy tym
całe stągwie złocistego płynu. Setnie bawili się racząc się coraz to
nowszymi komplementami i obdarzając się coraz większym zaufaniem.
Jednakże
mędrcy tego świata od dawien dawna głosili, iż przyjaźń między kobietą a
mężczyzną zawsze zaczyna albo kończy się miłością.
Ani
królewna ani królewicz nie byli w stanie stwierdzić, kiedy serca swe
podbili na dobre. Trzy lata później w królestwie odbył się ślub, na
który zjechali się najbliżsi ich przyjaciele z rodziną na czele, a
młodzi poprzysięgli sobie dozgonne uczucie.
A zali,
Obchodzimy dzisiaj 4 rocznicę ślubu
... wiem, byłoby ciekawiej, gdybym napisała 44, ale wiecie, wszystko przed nami ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz