14 wrz 2010

Z ONETU: ZAWIEWA OPTYMIZMEM :P

Oj tam... tyle te ciuchy czekają, że ich chwilka nie zbawi, tak?

Pomału układam babcine klocuszki. Pomału. Za sprawą różnych osób i okoliczności czuję się zmęczona, przytłoczona, a tuż nad żołądkiem mam wielką gulę i mdli mnie ze nerwów. Mam ochotę odmulić… więc jakby ktoś był łaskaw popilnować mi dziecka, to ja skoczę szybko do pobliskiego marketu po ćwiartkę i wypiję. Z gwintu. W sklepie. Bo już sama nie wiem….

Mili moi, dziękuję Wam za wsparcie. To dla mnie niesamowite, że zupełnie obcy ludzie, których na oczy nie widziałam, potrafią podnieść na duchu i zatrzymać się na chwilkę w jednym krótkim zdaniu. Dziękuję!
Bojowe zadania sobie wyznaczam, żeby nie myśleć za dużo. Od wczoraj na przykład marynuję. Cukinię marynuję. I kabaczka jednego też, niech się samotnie nie kiwa na parapecie. Znaczy już zamarynowałam. Teraz sama nie wiem… coś bym jeszcze do słoika upchała, ale pusto w lodówce. Na zakupy trzeba jechać. O! Mam cel na dziś! Zakupy! Świetnie!

Doskonale pamiętam, jak mówiłam, że chciałabym już jesień. Ale miałam na myśli złotą polską i słoneczną jesień – żeby to było jasne. A nie takie pffffee… nie wiadomo co. Co chwila leje i wszystko jest szare. Senkju. Dziecko zamknięte w czterech ścianach głupawki dostaje. Dom wariatów!
A tak poza tym to Gutek wkroczył na dobre w „bunt dwulatka”. I krzyczy na mnie nieraz. I histeryzuje. I wszystko siam, siam, siam. A do tego wiem, że będzie gorzej! To będzie dłuuugaaa i ciężka zima.

Z dobrych wiadomości jest taka, że umówiłam się na usg tarczycy i piersi. W końcu! Do końca roku muszę jeszcze zaliczyć: endokrynologa, onkologa, okulistę i ginekologa.
Trzymać mi tu kciuki!

….i poszła składać ubrania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...