20 sie 2010

Z ONETU: WCZASY, PERFECT i BRACIA CIOTECZNI

Tak rybeńki moje kochane, wszystko zaczyna się pomalusiu układać. 
Jeszcze 2 tygodnie zamętu z rodzicami i wyjdziemy na prostą. 
Taką mam przynajmniej nadzieję. 
M wziął i dostał łaskawie urlop od swojego pracodawcy, więc czym prędzej zarezerwowaliśmy noclegi, bo coś się zaczęto upominać, że może by tak jeszcze w poniedziałek i we wtorek jednak przyszedł do roboty (podczas urlopu). Zmywamy się więc we wtorek, ale jakby co, to już w niedzielę ;) Oczywiście, że nie wiem co spakować, bo jak zwykle nie mam się w co ubrać ;)
Wyjeżdżając na zasłużony odpoczynek rezygnujemy jednak z koncertu Perfectu, który ma się odbyć w naszym mieście. M żałuje, bo lubi mnie w aucie katować ich piosenkami w wersji symfonicznej (jak dla mnie orkiestra może zostać, cała reszta do wymiany), ja jednak oddycham z ulgą gdyż zespół ten, a konkretniej ich twórczość męczy mnie niezmiernie. I nie mam na to dobrego wytłumaczenia. A im bardziej któraś ich piosenka mnie męczy, tym częściej M mi ją serwuje. No bo puści sobie taką „nie płacz Ewka” i myśli, że będę się cieszyć, mając w pamięci, że zanim zaczął ze mną chodzić, to kręcił z jedną moją koleżanką, która to przypadkiem miała właśnie tak na imię ;) 
O! Albo taka autobiografia…. wytrzymuję do momentu paznokcia co to wziął i z palca zszedł (i puszczam  pawia). Wychowałam się na muzyce klasycznej, rocku, i grungu, a mój mąż chodzi w mojej starej koszulce Pearl Jamu na budowie (rozmiaru XXL z przejęcia nie zauważyłam podczas zakupu;)…. ale na Boga, Perfectu nie trawię.

Z innych wieści.
Dzisiaj i jutro zajmuję się moimi kuzynami, którzy to zza wielkiej wody nas nawiedzili. I dobrze. Są świetni, a że to jedyni moi kuzyni to są świetni do kwadratu. Do jednego z nich muszę zrobić oczy kota ze shreka i prosić o łaskę, bo ostatnio jak mnie nawiedzał, to deprechę poporodową przechodziłam i łagodnie mówiąc, nie byłam w formie na rozmowy z nim ;) Wybaczy. Jest świetny…. ale to już mówiłam ;)

Byłam przedtem z Gutkiem na spacerze. Słońce, wiatr, zapach palonych liści, czerwona jarzębina…. ekhm, ekhm… jesień ciuję ;) Zdaje się, że moja wczorajsza wieczorna wizualizacja przynosi efekty :D

Idę rzęsy tuszować, wszak oczy kota :]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...