Tak
rybeńki moje kochane, wszystko zaczyna się pomalusiu układać.
Jeszcze 2 tygodnie zamętu z rodzicami i wyjdziemy na prostą.
Taką mam przynajmniej nadzieję.
M wziął i dostał łaskawie urlop od swojego pracodawcy, więc czym prędzej zarezerwowaliśmy noclegi, bo coś się zaczęto upominać, że może by tak jeszcze w poniedziałek i we wtorek jednak przyszedł do roboty (podczas urlopu). Zmywamy się więc we wtorek, ale jakby co, to już w niedzielę ;) Oczywiście, że nie wiem co spakować, bo jak zwykle nie mam się w co ubrać ;)
Jeszcze 2 tygodnie zamętu z rodzicami i wyjdziemy na prostą.
Taką mam przynajmniej nadzieję.
M wziął i dostał łaskawie urlop od swojego pracodawcy, więc czym prędzej zarezerwowaliśmy noclegi, bo coś się zaczęto upominać, że może by tak jeszcze w poniedziałek i we wtorek jednak przyszedł do roboty (podczas urlopu). Zmywamy się więc we wtorek, ale jakby co, to już w niedzielę ;) Oczywiście, że nie wiem co spakować, bo jak zwykle nie mam się w co ubrać ;)
Wyjeżdżając
na zasłużony odpoczynek rezygnujemy jednak z koncertu Perfectu, który
ma się odbyć w naszym mieście. M żałuje, bo lubi mnie w aucie katować
ich piosenkami w wersji symfonicznej (jak dla mnie orkiestra może
zostać, cała reszta do wymiany), ja jednak oddycham z ulgą gdyż zespół
ten, a konkretniej ich twórczość męczy mnie niezmiernie. I nie mam na to
dobrego wytłumaczenia. A im bardziej któraś ich piosenka mnie męczy,
tym częściej M mi ją serwuje. No bo puści sobie taką „nie płacz Ewka”
i myśli, że będę się cieszyć, mając w pamięci, że zanim zaczął ze mną
chodzić, to kręcił z jedną moją koleżanką, która to przypadkiem miała
właśnie tak na imię ;)
O! Albo taka autobiografia…. wytrzymuję do momentu paznokcia co to wziął i z palca zszedł (i puszczam pawia). Wychowałam się na muzyce klasycznej, rocku, i grungu, a mój mąż chodzi w mojej starej koszulce Pearl Jamu na budowie (rozmiaru XXL z przejęcia nie zauważyłam podczas zakupu;)…. ale na Boga, Perfectu nie trawię.
O! Albo taka autobiografia…. wytrzymuję do momentu paznokcia co to wziął i z palca zszedł (i puszczam pawia). Wychowałam się na muzyce klasycznej, rocku, i grungu, a mój mąż chodzi w mojej starej koszulce Pearl Jamu na budowie (rozmiaru XXL z przejęcia nie zauważyłam podczas zakupu;)…. ale na Boga, Perfectu nie trawię.
Z innych wieści.
Dzisiaj
i jutro zajmuję się moimi kuzynami, którzy to zza wielkiej wody nas
nawiedzili. I dobrze. Są świetni, a że to jedyni moi kuzyni to są
świetni do kwadratu. Do jednego z nich muszę zrobić oczy kota ze shreka i
prosić o łaskę, bo ostatnio jak mnie nawiedzał, to deprechę poporodową
przechodziłam i łagodnie mówiąc, nie byłam w formie na rozmowy z nim ;)
Wybaczy. Jest świetny…. ale to już mówiłam ;)
Byłam
przedtem z Gutkiem na spacerze. Słońce, wiatr, zapach palonych liści,
czerwona jarzębina…. ekhm, ekhm… jesień ciuję ;) Zdaje się, że moja
wczorajsza wieczorna wizualizacja przynosi efekty :D
Idę rzęsy tuszować, wszak oczy kota :]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz