Normalnie
wzięłam i otworzyłam lodóweczkę, wyjęłam mleczko, odkręciłam je, żeby
nalać do buteleczki i wstawić do mikrofalóweczki i ono się tam bzzzzz
podgrzewało pomalusiu. Więc ja zakręciłam troszku niedokładnie mleczko i
postawiłam je w lodówce, ale zakrętusia mi w międzyczasie spadła więc
się po nią schyliłam. A potem jak się podnosiłam to łubudu przywaliłam
moim ping pongiem w drzwiczki. Wyzywałam lodóweczkę, mając przed oczkami
siedem gwiazdeczek niczym hotelik w Dubaju.
Jestem o jakieś 3 centymetrusie wyższa.
Boli jak skurczybyczek.
Niech mnie ktoś przytuli
A poza tym mamy kryzys na linii Gutek – Julka. Bo on chciał sobie pożyczyć łopatkę, a ona go opierniczyła jakoś tak: ajjjiiiiłłeeeebudadada.
I on najpierw zrobił wielkie oczy, a potem wziął i się rozpłakał. Unika
jej teraz. Właściwie ucieka przed nią. Nie wiem, chyba już koniec
miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz