5 sie 2010

Z ONETU: O ZAPIERDZIUSIANIU CZASU, ZAPRACOWANYM MĘŻU, NAWIEDZONEJ CIOTCE I PRZYGOTOWANIACH DO CHRZTU

Strasznie mi ten czas zapierdziusia. 
Jedna pani co ze mną pracowała mawiała, że z wiekiem to się pogłębia i dni lecą coraz szybciej. 
Nie wierzyłam jej.
Wynegocjowałam wczoraj u męża dzień wolny na pozałatwianie niezbędnych sprawunków, gdyż, albowiem, ponieważ moi rodzice wnet za tydzień przyjeżdżają i chrzest nam się szykuje w rodzinie. 
Mój małżonek pracuje ostatnio w różnych dziwnych porach i nigdy nie wiem o której do tej pracy wyjdzie, o której wróci i czy aby przypadkiem nie wpadnie ni z gruszki ni z pietruszki nagle w samo południe zjeść kawałek kiełbasy i sprawdzić coś ważnego. 
Nawet kochanka sobie znaleźć spokojnie nie mogę, bo jak? W takich warunkach wykończyłabym się ;) 
Najłatwiej porozumieć się z nim dzwoniąc doń, o ile nie jest zajęte. Wyszczerzyłam więc we wtorek zęby jak amstaff sąsiada i warknęłam o wolne popołudnie w celach załatwieniowych spraw ważnych i arcyważnych.
Jakem ostatnio obiecała, tak odziałam się w czerwone trampki (już wiem, że to nie tenisówki, bo mi jeden kolo na ulicy powiedział, że cytuję: ale ma pani fajne trampki…. bardzo pozytywne!), torebkę pod kolor i pognałam, odfajkowując kolejne punkty.
Wpadłam do babci po jabłka bo lecą z drzewa, a tam ciotka. Ciotka moja to bardzo specyficzna osoba i musiałabym osobny blog założyć, żeby jej przypadek nieco wam przybliżyć. W każdym razie wyszło jej, że mam:
a)   za niskie ciśnienie
b)   za wysokie tętno
c)    nadczynność tarczycy
d)   śliczną bliznę po cesarce
e)   i być może jakiegoś pasożyta (sic!)
Z pierwszymi czterema podpunktami byłabym skłonna się zgodzić. Ale ni cholery nie wiem skąd u mnie pasożyt. Żadnych objawów nie mam, ale ciotka to czuje. Podłamała mnie trochę i wychodziłam stamtąd czując się chora na wszystko. Nie pomógł fakt, że na koniec dodała: w zasadzie na chorą nie wyglądasz bo jakoś tak promieniejesz.... no bardzo ładnie (po czym zmierzyła mi ciśnienie po raz trzeci w przeciągu 40min).
Tak naprawdę, to ona trochę racji ma, bo powinnam już dawno powtórzyć badania na tarczycę, iść na wizytę kontrolną do endokrynologa, onkologa i kardiologa…. tylko zwyczajnie nie mam kiedy. Na razie jeszcze jakoś żyję ;) Może jak nagle rypnę to odpocznę ;)

Fryzjerka ma na urlop pojechała. I co ja bidulka teraz zrobię? Myślałam, że walnę sobie farbę jeszcze przed imprezą i trochę podetnę, a tu lipa. No i nie wiem co teraz. Chyba M zaprzęgnę do farbowania, a resztę  zafaluję romantycznie i jakoś tam upnę…. Coś trza wymyślić!
Tylko, czy M znajdzie czas?
Żeby mi noże naostrzył czekałam chyba z miesiąc. Pewnie, że mogłabym sobie to sama zrobić, ale nie po to za mąż wychodziłam ;)
Pamiątka na chrzest kupiona. Luz. 
Koperta czeka na wypełnienie. Średni luz. 
Stroje skompletowane. Bardzo średni luz….
No właśnie. Nad sukienką myślałam i myślałam, aż sobie przypomniałam, że mam jedną fajną, nieświechtaną, jeszcze z metkami. Kupiłam ją rok temu bo mieliśmy na komunię jechać, ale wzięłam i zapalenia jajnika dostałam i zamiast na komunię pojechałam do szpitala – było świetnie i bardzo atrakcyjnie, ale nie polecam! 
No więc przymierzyłam sukienkę i niby wszystko ok, tylko taki malutki szkopuł się wkradł… ta sukienka ma spory dekolt. Matką karmiącą wtedy byłam, tak? No, a teraz już nie jestem i wszystko wróciło do normy, miseczka też i chyba muszę poprosić allegro o wkładki push-up. Mam nadzieję, że przesyłka dotrze na czas. Jak nie, to pognam z rana do mięsnego po filety z kurczaka. Podwójnego do każdej miseczki. A co?! Jak szaleć to szaleć ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...