Po
pierwsze – jest nieprzyzwoicie gorąco… roztapiam się jak kostka
czekolady w dziecięcej rączce. Czy gdzieś przypadkiem można wynająć
umięśnionego pana, co to by z wielkim liściem łaził za mną by wachlować
moje znużone upałem ciało, nie wiecie? Dziecko śpi na przedpokoju
chłodząc się dodatkowo wiatraczkiem, a i tak krople potu na nim tak
wielkie, jakby właśnie drzewo rąbał.
Po
drugie – nieprzyzwoicie śmierdzi od ludzi. To, że człowiek się poci w
taką pogodę jest jak najbardziej zrozumiałe, ale po jaką cholerę używać
do tego ciężkich perfum, które z ludzkim potem w taki skwar tworzą
mieszankę wywołującą u mnie mdłości. Trochę wody, bezzapachowy
dezodorant i lekka mgiełka byłaby chyba bardziej wskazana.
Po
trzecie – mój małżonek wrócił był wczoraj z pracy w nieprzyzwoitym
stanie, szeleszcząc mi do ucha, że Włodzimierza świętowali. Dzisiaj
rano, wyciągnął ze swojej torby kufel do piwa niewiadomego pochodzenia
(M: o matko, zupełnie jak na studiach). Na skacowanego
specjalnie nie wyglądał, choć jego oddech mówił sam za siebie. Zagroził
mi, że zbiera się na działkę, bo coś tam musi dokończyć więc czym
prędzej zanurzyłam się w jego torbie w poszukiwaniu urządzenia, którym
przywykł straszyć innych ludzi. Alkotest wykazał 0,26 promila. Poszedł
więc z dzieckiem na plac zabaw... myśli, że mi grozić może, phi ;)
Po
czwarte – najbardziej nieprzyzwoita nieprzyzwoitość. Osobiście
przywykłam do widoku nagiego dziecięcego ciała kąpiącego się publicznie w
dziecięcym brodziku, zalewie, kąpielisku etc. Nikogo normalnego widok
taki nie powinien ani bulwersować ani ekscytować. Najczęściej rodzice
zdejmują dziecku pieluchę, żeby pupa odpoczęła, bo w taki upał i jej się
coś od życia należy. Jednakże drodzy rodzice uważajcie, bo czasem widok
waszej nagiej pociechy może być dla kogoś podniecający. Koleżanka z
czteromiesięczną córką wybrała się wczoraj nad wodę, po czym była
świadkiem jak stary facet najpierw gapił się na dzieciaki, a potem wlazł
do ich brodziku, żeby przetrzepać co tam mu zostało. Oczywiście policja
została wezwana, choć ja z dziecięcymi zboczeńcami specjalnie bym się
nie patyczkowała. Ot mały pień, siekierka i po sprawie. Idziemy potem na
basen, mam nadzieję, że nikt taki się nie trafi, bo M mu flaki
wypruje. Po drodze jednak wstąpimy po jakieś kąpielówki dla Gutka, albo
chociaż little swimmers (M: tylko nie te różowe ;)
A co u Was?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz