Mój
brat rodzony zwiózł swoją familię (łącznie sztuk 4) w rodzinne strony
bratowej. Więc korzystając z okazji, że są w pobliżu (166km;) zwaliliśmy
się im na głowę wszyscy (w sensie rodzina mysy i siostry mysy).
Pierwszy raz podziwiałam moją nowiutką (z marca;), malutką bratanicę. M ją nazwał pieszczotliwie - Grusią (M: no popatrz na jej łebek, taki podłużny, a na dole okrągłe pysie, zupełnie jak mała gruszeczka;).
No
więc myślałam, że Gutek był grzeczny jak był takim maluszkiem, ale
Grusia bije go na głowę. Jest bardzo, baaardzo grzeczna - je, śpi, i w
ogóle się nie odzywa, a jak się odezwie to przeuroczo chrumka na widok
mysowej gęby. No żeśmy miłością niebotyczną do siebie zapałały, a to i
dobrze, bo mnie na krzestną wybrano (pierś wypinam ku przodowi rzecz
jasna;) Wiecie, że Gutek ma 1,5 roku z hakiem? Sam jeszcze niedawno był
takim bąblem, ale to tak szybko mija, że już zdążyłam zapomnieć jak się
obsługuje takie maleństwo ;) Może tylko jako swoje usprawiedliwienie
dodam, że Grusia mając teraz 4 miesiące jest o połowę mniejsza niż Gutek
w jej wieku… więc to mnie tłumaczy…. jakby…. troszkę….tak?
A
Gutek zrzucił na me ramiona chwilowy atak zazdrości i swe spore już
ciałko bo nie przywykł, że mama nosi obce dzieci… no chyba, że JEGO
JULKĘ.
A bo ja zapomniałam się wam pochwalić - mój syn ma dziewczynę ;)
Julka to nasza sąsiadka, młodsza od niego o 4 miesiące i jak to prawdziwa kobieta miewa humory ;)
Bywa, że siedzą razem przez pół godziny i się bawią z uwielbieniem patrząc w swe oczy. Bywa, że razem wożą wózek Julki, znaczy jedno wiezie, a drugie idzie obok (sic!!!). Ale zdarza się też tak, że Julka zlewa Gutka i przechodzi obok niego obojętnie, a ten przeżyć tego nie może i leci za nią z płaczem (se go wychowała;).
Julka jest czadowa i zawsze grzebie mi w torebce poszukując przekąski – zaradna synowa mi rośnie :]
A bo ja zapomniałam się wam pochwalić - mój syn ma dziewczynę ;)
Julka to nasza sąsiadka, młodsza od niego o 4 miesiące i jak to prawdziwa kobieta miewa humory ;)
Bywa, że siedzą razem przez pół godziny i się bawią z uwielbieniem patrząc w swe oczy. Bywa, że razem wożą wózek Julki, znaczy jedno wiezie, a drugie idzie obok (sic!!!). Ale zdarza się też tak, że Julka zlewa Gutka i przechodzi obok niego obojętnie, a ten przeżyć tego nie może i leci za nią z płaczem (se go wychowała;).
Julka jest czadowa i zawsze grzebie mi w torebce poszukując przekąski – zaradna synowa mi rośnie :]
No
a wracając do odwiedzin, to było fajowo, uśmialiśmy się jak norki w
sobotni wieczór…. gdy już dzieci nam pousypiały i mogliśmy się napawać
swoim dorosłym i rosłym (w przypadku mężczyzn) towarzystwem.
Fajnie jest mieć rodzeństwo. Moje podniebienie zostało dziko zaspokojone jak tylko wpakowałam do ust Prażonkę / Pieczone/ Bunclok / Kociołek – nie wiem jaka jest oficjalna wersja (co region to inaczej)…. Ja na to bunclok mówiłam od dziecka (żeliwny garnek wykłada się kapuchą i układa w tym warstwy z ziemniaków, boczku, kiełbasy i czego dusza zapragnie, a potem siup to na ognisko – 2 godziny i mamy orgazm). W niedzielny poranek obudziliśmy się wszyscy megaskacowani z głowami jak balony, choć nikt w sobotę nie pił. Pogoda? Bunclok?
Fajnie jest mieć rodzeństwo. Moje podniebienie zostało dziko zaspokojone jak tylko wpakowałam do ust Prażonkę / Pieczone/ Bunclok / Kociołek – nie wiem jaka jest oficjalna wersja (co region to inaczej)…. Ja na to bunclok mówiłam od dziecka (żeliwny garnek wykłada się kapuchą i układa w tym warstwy z ziemniaków, boczku, kiełbasy i czego dusza zapragnie, a potem siup to na ognisko – 2 godziny i mamy orgazm). W niedzielny poranek obudziliśmy się wszyscy megaskacowani z głowami jak balony, choć nikt w sobotę nie pił. Pogoda? Bunclok?
Powrót też był fajny.
Autostrada – Kraków:
Ja: popatrz, jakby przez całą trasę była taka droga to dużo lepiej i szybciej by się jechało – się wymądrzam
M: nooooo – bez przekonania
Ja: co nie? – chcę się upewnić,że mam rację
M: no tak… ale jakoś tak nudno tutaj, żadnych korków, nic mnie nie rozprasza – reklam nie ma przy drodze (znaków tez poskąpili;), nikt się nie pcha na trzeciego…. nuda.
10 minut później. Ta sama autostrada.
Ja: matko, co to?*
M: o kurde!
Ja: ty, on jedzie prosto na nas!
M: ja pier***le!
Ja: ty, on cofa!
M: no cofa! Ja pie**le!
Ja: ale cyc, zjazd se przegapił, widziałeś?
M: o ja pie***le!
Dziecko spało. Nie słyszało. Przysięgam.
*bo ja jestem krótkowidz i na początku myślałam, że ktoś pod prąd jedzie, bo wzięłam światła wsteczne za te przednie ;)
No więc.
Ekhm, ekhm.
Kierowcy
niebieskiego renault megane, za dostarczenie nam atrakcji w postaci
cofania swojego pojazdu NA AUTOSTRADZIE prosto na nadciągający
(w poprawnym kierunku) nasz pojazd.
SERDECZNIE GRATULUJEMY!!!
A
potem zaraz była normalna krajówka, korek, stłuczka, wyprzedzanie na
trzeciego, obiad za pięć dych po którym mnie w jelitach kręciło i mięte
serwować musiałam, znowu korek i inne przekleństwa. Chciał to miał.
Nudno mu było…..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz