26 lip 2010

Z ONETU: O BRATANICY, JULCE SĄSIADCE I AUTOSTRADZIE

Żeśmy pojechali w odwiedziny w ten weekend.
Mój brat rodzony zwiózł swoją familię (łącznie sztuk 4) w rodzinne strony bratowej. Więc korzystając z okazji, że są w pobliżu (166km;) zwaliliśmy się im na głowę wszyscy (w sensie rodzina mysy i siostry mysy).
Pierwszy raz podziwiałam moją nowiutką (z marca;), malutką bratanicę. M ją nazwał pieszczotliwie - Grusią (M: no popatrz na jej łebek, taki podłużny, a na dole okrągłe pysie, zupełnie jak mała gruszeczka;).
No więc myślałam, że Gutek był grzeczny jak był takim maluszkiem, ale Grusia bije go na głowę. Jest bardzo, baaardzo grzeczna - je, śpi, i w ogóle się nie odzywa, a jak się odezwie to przeuroczo chrumka na widok mysowej gęby. No żeśmy miłością niebotyczną do siebie zapałały, a to i dobrze, bo mnie na krzestną wybrano (pierś wypinam ku przodowi rzecz jasna;) Wiecie, że Gutek ma 1,5 roku z hakiem? Sam jeszcze niedawno był takim bąblem, ale to tak szybko mija, że już zdążyłam zapomnieć jak się obsługuje takie maleństwo ;) Może tylko jako swoje usprawiedliwienie dodam, że Grusia mając teraz 4 miesiące jest o połowę mniejsza niż Gutek w jej wieku… więc to mnie tłumaczy…. jakby…. troszkę….tak?
A Gutek zrzucił na me ramiona chwilowy atak zazdrości i swe spore już ciałko bo nie przywykł, że mama nosi obce dzieci… no chyba, że JEGO JULKĘ. 
A bo ja zapomniałam się wam pochwalić - mój syn ma dziewczynę ;) 
Julka to nasza sąsiadka, młodsza od niego o 4 miesiące i jak to prawdziwa kobieta miewa humory ;) 
Bywa, że siedzą razem przez pół godziny i się bawią z uwielbieniem patrząc w swe oczy. Bywa, że razem wożą wózek Julki, znaczy jedno wiezie, a drugie idzie obok (sic!!!). Ale zdarza się też tak, że Julka zlewa Gutka i przechodzi obok niego obojętnie, a ten przeżyć tego nie może i leci za nią z płaczem (se go wychowała;). 
Julka jest czadowa i zawsze grzebie mi w torebce poszukując przekąski – zaradna synowa mi rośnie :]
No a wracając do odwiedzin, to było fajowo, uśmialiśmy się jak norki w sobotni wieczór…. gdy już dzieci nam pousypiały i mogliśmy się napawać swoim dorosłym i rosłym (w przypadku mężczyzn) towarzystwem. 
Fajnie jest mieć rodzeństwo. Moje podniebienie zostało dziko zaspokojone jak tylko wpakowałam do ust Prażonkę / Pieczone/ Bunclok / Kociołek – nie wiem jaka jest oficjalna wersja (co region to inaczej)…. Ja na to bunclok mówiłam od dziecka (żeliwny garnek wykłada się kapuchą i układa w tym warstwy z ziemniaków, boczku, kiełbasy i czego dusza zapragnie, a potem siup to na ognisko – 2 godziny i mamy orgazm). W niedzielny poranek obudziliśmy się wszyscy megaskacowani z głowami jak balony, choć nikt w sobotę nie pił. Pogoda? Bunclok?
Powrót też był fajny.
Autostrada – Kraków:
Ja: popatrz, jakby przez całą trasę była taka droga to dużo lepiej i  szybciej by się jechało – się wymądrzam
M: nooooo – bez przekonania
Ja: co nie? – chcę się upewnić,że mam rację
M: no tak… ale jakoś tak nudno tutaj, żadnych korków, nic mnie nie rozprasza – reklam nie ma przy drodze (znaków tez poskąpili;), nikt się nie pcha na trzeciego…. nuda.
10 minut później. Ta sama autostrada.
Ja: matko, co to?*
M: o kurde!
Ja: ty, on jedzie prosto na nas!
M: ja pier***le!
Ja: ty, on cofa!
M: no cofa! Ja pie**le!
Ja: ale cyc, zjazd se przegapił, widziałeś?
M: o ja pie***le!
Dziecko spało. Nie słyszało. Przysięgam.

*bo ja jestem krótkowidz i na początku myślałam, że ktoś pod prąd jedzie, bo wzięłam światła wsteczne za te przednie ;)


No więc.
Ekhm, ekhm.
Kierowcy niebieskiego renault megane, za dostarczenie nam atrakcji w postaci cofania swojego pojazdu NA AUTOSTRADZIE prosto na nadciągający
(w poprawnym kierunku) nasz pojazd.
SERDECZNIE GRATULUJEMY!!!

A potem zaraz była normalna krajówka, korek, stłuczka, wyprzedzanie na trzeciego, obiad za pięć dych po którym mnie w jelitach kręciło i mięte serwować musiałam, znowu korek i inne przekleństwa. Chciał to miał. Nudno mu było…..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...