26 lip 2010

Z ONETU: MYSA JAKO ZŁAMANY ZŁAMAS

Wczoraj coś mnie napadło i między jednym opadem (deszczu oczywiście), a drugim myłam okna i zajmowałam się całą otoczką firanowo – zasłonową. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że firanek w domu mieć nie będę, a jeśli się już skuszę to będą one mikroskopijne jakieś. Niemniej jednak mieszkanie w blokowisku, w którym ludzie zaglądają sobie do okien bywa krępujące. Tuż za moim blokiem stoi następny i nieraz patrzę, chcąc nie chcąc, jak panie/panowie pichcą obiady, spożywając je następnie. Ci sami państwo jednakowoż mają zaszczyt oglądać nasze sypialnie, co uważam za bardziej interesujący fakt. Bo co mi po kuchniach i jadalniach (i tak nie widzę co do gara wrzucają), skoro oni mogą oglądać mysę się przebierającą, się usypiającą (bądź dziecko), tudzież się oddającą miłosnym igraszkom wraz z małżonkiem ukochanym. Do licha, nie można przecież tak ze spuszczonymi roletami 24 godziny na dobę! Zostaję przy firankach więc.
Jeszcze.
Byle do wiosny.

Nie wiem jak wy, ale my tutaj jesień mamy. Od soboty leje nieprzerwanie i zimno jakoś tak okropnie. Z 36st. tak nagle 16 się zrobiło – szoku termicznego można dostać, doprawdy. Z okazji pogody złamałam się i zrobiłam mężowi fasolkę po bretońsku. Truł mnie chyba od miesiąca. Jako że upały były, łatwo się wykręcić mogłam bo jedno z drugim do siebie nijak nie pasuje (przynajmniej mi). Jak się ochłodzi, to zrobię ci tej fasolki– słowo się raz rzekło i kobyłka u płotu dzisiaj stanęła. Niech pozna serce me dobre.

Chociaż….
Właściwie….
Może nie powinnam tej fasolki robić….
Bo……
...bo numer 1
Ja: zrób tatusiowi papa, bo wychodzi – mówię do Gutka
G: papa!
Ja:gdzie tata idzie? – pytam niepotrzebnie [poprawna odpowiedź paci, że do pracy, jednak]
G: Asi! – wykrzykuje radośnie [przeżywa fascynację imionami: Asia, Kasia, Basia]
Ja: do Asi tata idzie? - to się dowiedziałam!
G: taaaa!
A potem M coś dodał, że Gutek to kabel i takie tam

...bo numer 2
Wczoraj wieczorem natomiast oglądaliśmy film. Drętwy film. Nawet scena, szumnie zwana erotyczną była drętwa. Usnęłam więc.
Śpię i nagle do mnie dociera
      Hihihihi
     Hehehehe
Coraz głośniejsze
     Buehehehe
     Hihihihih
Otwieram oczy, a M się brechta. Nie z filmu. Ze mnie.
M: buehehehe, jak Ty strasznie śmiesznie śpisz, buehehehe
Ja: spadaj!


Obrażona tkwię więc.
Nie wiem po co ta fasolka
Złamas jestem.

PS Scenki rodzajowe wcale nie są śmieszne, wiem o tym. Mnie na pewno nie było do śmiechu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...