12 lip 2010

Z ONETU: ŁIK - END

No ja to jestem dziwna. Jak nie mam kiedy wypocząć to się wściekam, a jak mam czas na wypoczynek to się nudzę i stukam palcami o blat stołu. Tak było i w ten weekend. Po długich namowach mojego małżonka pojechaliśmy odwiedzić jego rodziców. Wizja dwuipółgodzinnej jazdy w upale samochodem bez klimy była dla mnie nie do zniesienia, ale M się zaoferował, że cały wyjazd będę tylko leżeć i pachnieć, on się wszystkim zajmie. 
Jak mogłam odmówić? :>
No i faktycznie.
Żadnego pichcenia, sprzątania (oj przepraszam, po śniadaniu raz zmyłam, żeby nie oszaleć z bezczynności;) M i jego rodzice zajmowali się dzieckiem, a ja się opalałam i czytałam książki. Normalnie żyć nie umierać… 
prawie….
W sobotni poranek udaliśmy się na miejscowy targ, właściwie sama nawet nie wiem po co, może żeby się powkurzać trochę. Upał, kurz i „bluzki damskie menskie za szest zloty!”, albo „majtki damskie dwa zlote” „pani kupi slićny skarpety” Masakra jakaś, mówię Wam. Ja to się boję takich miejsc. Dziki tłum nie patrzący na nic, w oczach tylko pazerność i chęć zdobycia stanika za 5zł (musi świetnie podtrzymywać biust swoją drogą ;)
Jak wróciliśmy to zaczęłam obiecany wypoczynek. Rozłożyłam leżak na balkonie i dawaj na słońce wystawiłam całą resztę, która nie zdążyła mi się jeszcze opalić. Wytrzymałam i tak znacznie dłużej niż się spodziewałam po sobie, bo leżenie między murami w spiekocie mnie drażni i męczy. Trochę lepiej jest jak w pobliżu znajduje się woda…
A skoro o wodzie mowa, to popołudniu wybraliśmy się nad miejscowy zalew. Gutek jak zobaczył wodę to nie patrząc na nic pognał w butach i całym ubraniu z okrzykiem kąp,kąp na ustach. M poleciał za nim, a ja udałam się na poszukiwania choć skrawka wolnego piasku. No i znalazłam, nawet całkiem spory…. Trochę to dziwne - pomyślałam, ale obóz rozbiłam. Dwie minuty później zbierałam w te pędy manatki, bo mi dzieciarnia nad głową zaczęła skakać - dzieciarnia mokra i piaskiem oblepiona. Okazało się bowiem, że rozwaliłam się równiutko na trasie prowadzącej do zjeżdżalni, która uruchamiana była co kwadrans. Ale spoko, znalazłam nowe miejsce, M wciąż się taplał z dzieckiem w wodzie więc siedziałam i patrzyłam jak wygląda życie małego miasteczka nad zbiornikiem wodnym. 
No i niby nie jest źle. 
Co prawda większość z tamtejszych rówieśników ma już dzieci w wieku wczesnoszkolnym (to dla mnie trochę dziwne, bo większość naszych znajomych nie ma jeszcze wcale dzieci/ nie chcą mieć/ nie mogą mieć/ nie mają z kim ich mieć), ale spoko, luz. Potem nastąpiła chwila konkretnego oburzenia, krew zaczęła mi od razu sprawniej krążyć w moich wątłych żyłach gdy zobaczyłam ciężarną kopcącą jednego papierosa za drugim*. Na (jej/moje) szczęście  ona szybko się zwinęła i przeniosłam swój wzrok na dorodne nastolatki. Muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla nich. Upał jak skurczybyk, ale rozpływająca się kredka pod okiem jak wół namalowana i fluid tu i ówdzie ściekał jak masło na rozgrzanej patelni. Nawet ja - uzależniona od tapety - w takie gorąco ograniczam się do tuszu i błyszczyka. Potwierdzam Wam również doniesienia naukowców, że jakoby społeczeństwo tyje, a coraz to młodsi cierpią na nadwagę.
No i jak tak sobie leżałam na tym piasku i oblewałam się siódmymi potami, to miałam dziką ochotę dołączyć do moich chłopaków byleby coś porobić. Ktoś jednak dobytku pilnować musiał, a przede wszystkim ten sam ktoś powinien był się wcześniej wydepilować w okolicach bikini, żeby móc takowe założyć ;)

Po powrocie zaczynałam odczuwać niewielki niepokój z braku bezczynności, bo kąpiel dziecięca załatwiona została przez tatę, kolacja też. Ja tylko Gutka uśpiłam co trwało 5 minut zważywszy na jego zmęczenie i nuda. Wykąpałam się. Nuda. Zjadłam kolację. Nuda. Poczytałam książkę. Nuda. Internetu nie ma. Nuda. Przyćmiłam więc niepokój snem twardym i bogatym w erotykę ;)

W niedzielę o 8 rano byłam już gotowa do drogi (fajnie, że umówiliśmy się, że będziemy wracać ok.17 ;) Wszystko zaczęło mnie nagle drażnić, że dziecko nie tak jest ubrane, że nie mogę z nim wyjść na nasz plac zabaw, że nie mamy swoich zabawek do piasku, że ktoś wpycha w niego jedzenie, jak on wyraźnie mówi, że nie chce, albo jak chce jeść to dostaje nie to co potrzeba i tak w kółko. Zaczęłam nerwowo przebierać palcami, telepać nogą i zaciskać wargi w nerwowym geście. Gdzieś we mnie pokutuje myśl, że jak sama czegoś nie zrobię to nie będzie to zrobione jak należy. Nie zawsze tak było….jak sobie przypomnę ten luz na studiach…echh, aż się łezka w oku kręci, choć teraz bym se po łbie dała za niedokładność i beztroskę ;) Straszna się ze mnie perfekcjonistka zrobiła i wkurza mnie to. Jestem jak moja mama i mama mojej mamy…. nawet wyluzować się nie potrafię odkąd sama jestem mamą :-/


*wiem, że są lekarze, którzy twierdzą, że kobiety uzależnione od nikotyny zachodząc w ciążę nie powinny przerywać palenia i że są zwykli obywatele, którzy powiedzą, że „dymek raz na jakiś czas jeszcze nikomu nie zaszkodził”, ale ja mam ochotę takiej mamci dać w papę i wetknąć papierosa w zadek, niech się wędzi od środka jak chce. Widzieliście kiedyś dziecko kobiety która „tylko podpalała od czasu do czasu” w ciąży? Widzieliście flegmę starego palacza u takiego noworodka? Jak się dusi przez sen bo mu powietrza brakuje? Ja widziałam. Widziałam też non stop przez kolejne dwa lata antybiotyki na oskrzela i płuca, bo odporność dziecka była bliska zeru. Dziękuję, to mi wystarczy! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...