18 cze 2010

Z ONETU: GŁÓWNIE O PODNIECENIU I NEGLIŻU :)

Nasze mieszkanie jest strasznie zagracone, a olbrzymia ilość rzeczy stoi w pudłach na szafach, za drzwiami, w szafach... gdzie się da. 
Trochę rzeczy mamy również u teściów i właściwie nawet nie wiem co mam, bo strasznie jest to pomieszane wszystko. 
Ale powiem Wam w sekrecie, że czuje taki dreszczyk podniecenia i emocji, bo M wykańcza strych i będę mogła już coś tam przewieźć. 
Więc powolutku zdejmuję pudła, przeglądam ich zawartość, i przepakowuje. Wyliczyłam (coś za dużo liczę ostatnio), że w ciągu 10 lat przeprowadzałam się 8 razy. Najpierw jeździłam sobie trochę po Krakowie: Ruczaj, Azory, Miasteczko AGH, znowu Ruczaj, Długa i na końcu Krowodrza. 
Potem pojechałam za mężem w świętokrzyskie, a od dwóch lat jestem tu gdzie jestem, a to jeszcze nie jest miejsce, w którym chciałabym być. 
Więc czekam z utęsknieniem, aż będę mogła BYĆ W KOŃCU U SIEBIE. Ustawiać SWOJE meble, na SWOJEJ podłodze, pić kawę ze SWOJEGO kubka (teraz też piję, ale to nie to samo, bo kran nie mój ;) i inne takie. Ilość przeprowadzek nauczyła mnie dokładnego pakowania i równie dokładnego opisywania pudeł. Robię tabelki w Excelu  i wklepuję w nie pakowane rzeczy, sztuki i inne takie…. i się tym wszystkim (co gorsza) podniecam :)  Robię to wszystko bardzo dokładnie z prozaicznego powodu, że część rzeczy na pewno nie będę mogła rozpakować zaraz po przeprowadzce, bo nie stać nas na to, żeby umeblować cały dom od razu, więc jak mam już się zdobyć na to, żeby wleźć na strych w celach poszukiwawczych to ma się to odbywać szybko i treściwie. Zastanawia mnie jedynie, kiedy ten zapał mi przejdzie, bo książki też opisuję. No ok.. jak pakuję całe pudło Chmielewskiej to piszę tylko „Chmielewska”, a nie każdy tytuł z osobna, ale mam pojedyncze egzemplarze różnych autorów i wtedy wklepuję wszystko ;) M mnie chyba zabije jak zobaczy same pudła z książkami, już mi kilka razy mówił, że jak kupię jeszcze jedną książkę, to mnie wychlasta po tyłku… więc oczywiste, że kupuję ;)
Cieszę się jak głupia, że tutaj zacznie niedługo ubywać, a TAM przybywać.

Dobra, a tak z innej beczki, to wczoraj w godzinach popołudniowych dokonałam negliżu na moim placu zabaw ;) Spoko, bo cały plac był wypełniony na full, dziećmi, matkami, ojcami, babciami i dziadkami. A to wszystko przez Gutka. Wyciągałam go z huśtawki i chciałam postawić na nóżkach, a on ściskał w tej swojej łapusi moją bluzkę i stanik. No więc jak już go postawiłam na nóżkach to się okazało, że dziecko wciąż mnie trzyma i że dekolt mi się do pępka zrobił i właściwie wszystko od szyi do brzucha wylazło na światło dzienne. Nie no… luz. Nie mam się w sumie czego wstydzić, nic mi nie zwisa…. bo i nie ma co ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...