Ale upał, co?
Cierpię na chroniczny brak czasu. Zatem bardzo przepraszam, że tak długo mi schodzi z odpisywaniem na wasze komentarze i maile. Winę za to wszystko pozwalam sobie zwalić na dwa podstawowe elementy. Pierwszy to alergia, która o 21-tej zwala mnie z nóg, zasypiam tuż po Gutku ;) Drugi czynnik to moja drobiazgowość. Przez kilka dni prowadziłam obserwacje, z których to wyliczyłam, że jestem średnio produktywna. Gdybym była mniej dokładna to miałabym więcej czasu dla siebie. Bo na przykład:
1.Ściągnięcie jednego prania i zawieszenie następnego zajmuje mi średnio 23 min. Zakładam, że mogłabym to zrobić szybciej, gdybym prześcieradła z gumką zwijała w kłębek, a nie równiutką kosteczkę, a także gdybym pranie wieszała jak popadnie, a nie bluzki przy bluzkach, skarpetki przy skarpetek (oczywiście sparowane), spodnie do spodni etc.
2.Zrobienie obiadu zajęło mi dzisiaj godzinę. Szef kuchni poleca, jako danie główne dorsz w migdałach z młodymi ziemniaczkami i sałatką z sałaty lodowej. Na deser – sorbet truskawkowy z bitą śmietaną, którą dopiero kupię ;) Najdłużej zeszło mi nad obieraniem truskawek i zmywaniem naczyń, bo oczywiście, kto czyta, ten wie, że brudnej kuchni nie trawię. Gdybym się tyle nie dziubdziała z tymi truskawkami i nie zmywała każdej łyżeczki z osobna, tylko wszystko na koniec, to pewnie wyszłoby szybciej.
3.Wczoraj naszło mnie wieczorem na sałatkę. Weszłam więc do czyściutkiej kuchni i zaczęłam przygotowywać. Jednym ze składników był dobrze przysmażony boczek (reszta: sałata, pomidor, ogórek i cebulka – polane winegretem– mniam!). Oczywiście, że ten boczek zbryzgał wszystko na około, a ja zużyłam całą miesięczną pulę brzydkiego słowa na literkę K. Dopiero jak kończyłam smażyć, to M: nie mogłaś tego przykryć?! No nie mogłam!!!! Nie mogłam – bo zapomniałam, że są pokrywki! (nie dlatego, że jestem blondynką, tylko dlatego, że tabletusie –pamiętajcie;) Oczywiście zarzyganą smażonym tłuszczem kuchnię musiałam znowu czyścić.
4.Co jeszcze wczoraj durnego zrobiłam? Ano! W największy upał rozłożyłam sobie deskę do prasowania (w pokoju wychodzącym na stronę południową) i sobie prasowałam - 5 pralek! Bo wiecie, tak marzłam w tym pokoju, że potrzebowałam jeszcze sobie twarz i dekolt dogrzać parą z żelazka! Jestem pewna, że gdybym prasowanie zrobiła pod wieczór, to nie musiałabym sobie przerw robić na schłodzenie i również zaoszczędziłabym trochę czasu.
Gdyby
więc przyszło komuś pisać jakąś pracę na temat: zarządzania czasem, lub
mało sprawnego (choć dokładnego) wykonywania czynności zwykłych, w
oparciu o konkretne przykłady to ja służę uprzejmie.
We
wtorek pisałam, że dziecko zaszczepione i że czeka mnie ciężka noc,
tak? No! Była ciężka. Dzień po też był ciężki. Kojarzycie małe szympansiątka jak wiszą na swoich mamach? No, to ja też miałam w domu małe szympansiątko, w dodatku miauczące szympansiątko (łeeee, bu, łeeee, bu).
Gorączka zwaliła mi dziecko z nóg i sobie tak wisiał na mnie przez pół
dnia. Nie było lekko! Wyliczyłam, że Gutek waży 27,6% mnie! Głównie
dlatego nie było lekko.
A propos komarów, to się mi przypomniało, że na ulotce fenistilu jest napisane,że działa przeciwświądowo. BUEHEHE! Dobre!
Ramiona mam spieczone! Tylko! Nogi mi się dłużej opalają. Wolałabym odwrotnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz