No
dobra, średnio lubię ptaki. Generalnie trochę się ich boję. Hitchcock
doskonale wiedział jak zekranizować i urzeczywistnić moje obawy robiąc
jeden ze swoich horrorów. Mój lęk przed tymi stworzeniami jest
pretekstem i wytłumaczeniem dla kompletnej ignorancji jeśli chodzi o
gatunki, podgatunki i inne takie. No ok, wróbla od bociana odróżnię, ale
niewiele ponad to.
Ale skąd temat?
Otóż
mamy dzikiego lokatora w domu. Uwił (a może uwiła?) sobie gniazdo na
naszych pustakach, tuż pod dachem. Ptaszka muszę pochwalić, bo jest
czyściutki i nie sra (sorki) gdzie popadnie…. właściwie, to ani jednej
kupy nie widziałam. Nie możemy dojść z M do porozumienia czy ćwierka czy
kłapie dziobkiem. W gnieździe było z 5 jajek, na razie tylko 2 młode
wyszły, nie wiem co z resztą ;)
Bardzo
przepraszam za jakość zdjęć, ale ptaszek jest sakramencko szybki i
ciężko mu zrobić dobre zdjęcie. M kazał również przeprosić, że Was raczę
pustakami i zaprawą ;)
Ktoś wie co to za ptak?
a to szkaradne malutkie (na pierwszym planie jest siano, a nie moje włosy - różnica niewielka, ale jednak ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz