27 maj 2010

Z ONETU: NIE TO ŁADNE, CO ŁADNE, TYLKO TO, CO SIĘ KOMU PODOBA

Pojęcia nie mam kto to powiedział, ale jak dla mnie to był jakiś geniusz. Ładne – to pojęcie względne, zależy od naszego gustu i upodobań. Wydaje mi się, że ja sama jestem dość tolerancyjne jeśli chodzi o upodobania innych osób. Zwisa mi czy ktoś nosi brodę po kolona, jest cały pokryty tatuażami, czy ma 10-cm czarne odrosty będąc przy tym tlenioną blondynką w różowym dresie… wszystko mi jedno. 
Jeśli ktoś się ubiera tak czy siak bo lubi, to proszę bardzo – nie moja rzecz. 
Moją rzeczą natomiast jest mój styl i moje ciuchy. Ubrania kupuję sobie sama, to niby żadna rewelacja zważywszy na fakt, że jestem dorosła. Ale ubrania kupuję sobie sama odkąd mam własne zdanie, a własne zdanie mam odkąd pamiętam. 
Uparta i krnąbrna – od zawsze. 
Nie znoszę zatem dostawać ubraniowych prezentów. I wierzcie lub nie, ale od dziecka sama sobie wybierałam ciuchy. Akurat w latach osiemdziesiątych nie było za bardzo w czym wybierać, ale zawsze można było pokombinować tak, żeby się choć troszkę wyróżniać. Moi rodzice (w zasadzie to mam na myśli mamę, bo to ona jest zakupoholiczką) już przywykli i nauczyli się, że jeśli już coś bardzo chcą mi kupić to idą ze mną do sklepu, ja wybieram, oni płacą i szafa gra. Zdarza się to rzadko, głównie przy okazji urodzin i imienin, ale się zdarza. Pewnego razu moja mama błagała mnie przez telefon, że ona koniecznie musi mi coś kupić, bo nie będzie przyjeżdżać w odwiedziny z pustymi rękami. Próbowałam jej wyperswadować ten pomysł, mając w pamięci jej wyczyny, ale zaczynała się obrażać, więc ostatecznie się zgodziłam. Było to z rok temu:
Mama: słuchaj, ale ja bardzo chciałabym ci coś kupić, tylko nie wiem co
Ja: mamo, ale ty wiesz, że ja wolę sama
Mama: wiem, ale daj mi szansę
Ja[chwile się zastanawiam]: noooo dobraaa, niech ci będzie. Jak tak bardzo chcesz to kup mi kilka par majtek.– po czym od razu pożałowałam tych słów.
Mama: ale chyba nie stringi? – spoko mama;)
Ja: no nie muszą być stringi, ale pamiętaj ile ja mam lat
Mama przyjeżdża w odwiedziny i wręcza mi majtki zadowolona jak nie wiem co. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, żeby była zdolna kupić mi babcine reformy, ale to co ujrzałam i tak przeszło moje oczekiwania. Z torebki wyciągnęłam 5 par majtek ze snoopiem.
Mama: nie podobają ci się? – pyta mama widząc moją minę.
Ja: mamo, ile ja mam lat?
Mama: no 28
Ja: no właśnie, a nie 8!
Odważyłam się i raz jedne ubrałam, na co M: o kurde,ale masz czadowe gatki!
Znowu przyjeżdża bez prezentu, a ja to wolę, bo jak przyjeżdża z czymś to jest źle.
Nie potrafię jednak wyperswadować takich pomysłów teściowej, która to gustem znacznie różni się od mojego, a w rzeczach, które mi kupuje i tak nie chodzę. Na jej tekst: ja tutaj widzę piękne firany[oglądając mój przyszły salon] mnie mrozi, bo ja tam firan żadnych nie widzę, a jak już bym miała jakieś zobaczyć, to na pewno inne niż te, które ona widzi.

Wracając jednak do ubrań, to moja ciotka postanowiła mnie wczoraj uszczęśliwić śliczną (według niej) sukienką: Mówię Ci, ja znam twój gust (świetnie, jeśli ja mam taki gust to idę se w łeb strzelić), na pewno będzie ci się podobać. Tyle pieniędzy za nią dałam, prawdziwa francuska. Żeby w niej wyjść musiałabym się cofnąć w czasie o jakieś 20 lat. Za to pomyślałam, że jakby ją skrócić, to byłaby idealna na porodówkę, bo nie byłoby potem szkoda wyrzucić. Co gorsza,szykuje mi jeszcze garsonkę: nowiusieńka,seledynowa, ze złotymi guziczkami, będziesz w niej pięknie wyglądać. I żadne argumenty nie docierają, że po pierwsze: nie chodzę w garsonkach, a jak już zakładam kostium to ma być idealnie skrojony. Po drugie: w seledynowym kolorze wyglądam jak śnięta ryba, a po trzecie: lat mam niemal 30, a nie 70.

Gust mam, jaki mam, a wydaje mi się, że mam dobry ;) W każdym razie mam tzw. oko do wyłapywania rzeczy, w których będzie dobrze mi i w których będzie dobrze np. mojemu mężowi. I wybieram mu często ubrania, nie dlatego, że jest z niego dupa wołowa i sobie nie radzi, bo ostateczną decyzję podejmuje sam, ale dlatego, że robię to sprawniej i szybciej.
Nie znoszę jak ktoś na siłę próbuje mnie uszczęśliwić prezentami, które i tak mi się nie podobają. Mnie jest niezręcznie tłumaczyć, że to mi nie pasuje, że kolor  albo materiał nie ten. I to nie jest tak, że tylko darczyńca się źle z tym czuje…. ja również, bo nie lubię sprawiać ludziom przykrości, tylko dlatego, że mają inne upodobania od moich.
Ech, ciężko mnie zadowolić ;)

PS A prezenty dla innych staram się wybierać zgodnie z gustem zainteresowanego, nie moim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...