Jak
się ma superaktywne dziecko i ono musi cały dzień siedzieć zamknięte,
bo z nieba się leje to, to dziecko staje się jeszcze bardziej
superaktywne i matka takiego dziecka pada wieczorem na ryj ze zmęczenia.
Ujrzawszy więc rano za oknem niemrawo przedzierające się słońce
wzniosłam okrzyk radości ku niebiosom, bo mogłam w końcu wyprowadzić
dziecko na spacer. Śpi teraz…. dziecko śpi, nie matka…. Choć jakby się
tak dobrze zastanowić to matka też jakaś niemrawa.
Mój biorytm intelektualny na dziś to -90!!! Pod spodem jest napisane: Uwaga!
Kryzys! Każdemu co jakiś czas się on zdarza i nie musi być specjalnie
groźny. Wystarczy zwolnić obroty, nie oczekiwać od siebie zbyt wiele i
na krótki czas odłożyć trudne decyzje, lub ryzykowne interesy. Zajmij
umysł przyjemną rozrywką, poćwicz medytację. To dużo lepsza propozycja
na dziś, niż zadręczanie się myśleniem, którego owoce będą wątpliwe. Muszę przyznać, że bardzo mi się to podoba…. Tylko jeszcze jakby ktoś to wytłumaczył Gutkowi, to byłabym wdzięczna (słuchaj, Twoja mamusia musi się dzisiaj wyluzować, pomedytować… nie przeszkadzaj jej…Ymh taaa).
Zaraz, ale ja chciałam o czymś innym….
No
więc jest wilgotno i ciepło…. Czy u was też lata tyle muszek? No ja
potrafię iść z zamkniętą buzią, żeby mi to dziadostwo na języku się nie
osadzało, ale Gutek cały czas coś gada i śpiewa. Hmmm, może dlatego nie
był głodny po powrocie? Na przyszłość muszę tylko zapamiętać, że w
muszki łazi się bez błyszczyku, bo co z tego, że buzia zamknięta jak im
owocowo usta me pachną i lecą na nie jak szalone! (przynajmniej one ;)
Wiecie,
widziałam dzisiaj ogłoszenie, że można zbierać ślimaki winniczki. Dają
1,50 zł za 1kg!!! Czy to się w ogóle opłaca? Ile musiałabym uzbierać
tych ślimaków, żeby sobie kupić np. nowe buty? Ja się będę przedzierać
przez chaszcze za 1,50zł, a jakiś francuz zapłaci sporo kasy, żeby
posmakować mojego ślimaczunia! Jeszcze bąknie ką-si-ką-sa! Phi! Na
jednej stronie piszą, że na hodowli ślimaków można całkiem nieźle
zarobić… yhm… chyba zmienię zawód, bo ja bardzo lubię ślimaki,
szczególnie jak mi wyżerają lubczyk i cukinię koło domu!
Jeśli
zaś chodzi o florę, to zaczyna mi się alergia właśnie na nią. Jak ja to
lubię! Najfajniej było dwa lata temu jak byłam w ciąży i nie chciałam
się szprycować lekami… oczy czerwone, nos czerwony, katar, kaszel,
kichanie… bajka, mówię Wam! Kto ma - ten wie!
Na
spacerze spotkałam koleżankę, z córką szła… maleńką 3 miesiące.
Fajniutka taka….echhh ;) Korzystając ze sposobności, chciałam wyrazić
swój żal do matki natury, bo powinna jakoś bardziej proporcjonalnie
obdzielać wielkość dzieci (w trakcie porodu) w stosunku do wielkości
matek. Pół biedy jak matka wielka a dziecko maleńkie… gorzej jak to
idzie w druga stronę – wierzcie mi, wiem co mówię! W każdym razie fajne
są takie bąbelki ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz