13 maj 2010

Z ONETU: O BABSKIEJ PRZYJAŹNI

No jestem, jestem… żyję. Czekałam, aż mi się biorytm intelektualny nieco podniesie;) Miałam się relaksować i medytować, czyż nie? No z tym relaksem to licho, bo jakoś mnóstwo durnej i zwyczajnej roboty mi się naskładało, a samo nic się niestety zrobić nie chciało. W międzyczasie jednakże  zahaczyłam o babskie spotkanie, na którym doznałam objawienia i musiałam napisać ;)
Dzisiaj będzie długo!

Dobór przyjaciół jest sztuką trudną i mozolną. Potrzeba czasu i odpowiednich sytuacji, żeby stwierdzić czy ktoś jest przyjacielem, czy zwykłym kolegą. Są osoby z którymi wystarczy jedno piwo wypić i już jest świetnie, a są takie, z którymi i 10 piw sobie nie poradzi. Mówiąc o przyjaźni między kobietami na twarzach większości panów pojawia się ironiczny uśmieszek i szczypta rozbawienia. Ciekawi mnie - dlaczego?

Na temat babskiej przyjaźni, słyszałam już mnóstwo mitów i półprawd. I coś mi się tutaj nie zgadza, bo albo jesteśmy (jesteśmy – znaczy ja i moje psiapsióły) nietuzinkowe i oryginalne, albo powszechne stereotypy na ten temat są nietrafne ;)
Nie jesteśmy jak bohaterki „seksu w wielkim mieście” czy „ksd”. Nie spotykamy się codziennie, nie drinkujemy codziennie, nie dzwonimy do siebie codziennie, nie mailujemy z sobą codziennie. Ale czy częstotliwość przekłada się na jakość? Znamy się mniej więcej od 20 lat. (Miałyśmy kilkuletnią przerwę studencką… porozjeżdżałyśmy się po kraju i świecie.) Każda z nas jest inna - inaczej wyglądamy, inaczej się ubieramy, słuchamy różnej muzyki, pracujemy w różnych miejscach, mamy różne zainteresowania, samochody, zwierzęta i problemy (niestety też). ALE?! Ale wspólnie potrafimy się śmiać i zalewać łzami.

Pierwszy stereotyp jaki chcę wykluczyć to ten, że spotykamy się po to, żeby pożyczać pieniądze, czy kraść sobie mężów/chłopaków. Krótkie wykluczenie: Nie wiem, czy którakolwiek z nas by się na to odważyła! Ludzie są różni i przyjaźnie też są różne. Nie wątpię, że i takie rzeczy się zdarzają, ale czy w męskim gronie takich przypadków nie ma? Czy któryś z panów nie zawiódł się kiedyś na kumplu? Czy zawsze ci najlepsi koledzy z podwórka są wciąż obok?  

Kolejny szablon to ten, że gadamy w kółko o chłopach, o ciuchach i o kosmetykach... No jasne, bywa że i o tym rozmawiamy, ale znowu bez przesady. O ile sobie dobrze przypominam to na ostatnim spotkaniu głównymi tematami były: zdrowie, choroba, ciąża, adopcja, praca i budowa. W trakcie spotkania następuje często wymiana adresów bądź telefonów do: endokrynologa, stomatologa, ginekologa, kolegi od kominków, pana od płytek, pana od kuchni na miarę, do koleżanki co wróciła po latach z końca świata itepe, itede.
Mój małżonek zawsze jak pyta mnie „jak było? o czym tyle paplałyście?” to zawsze patrzy na mnie podejrzliwie i wiem, że sobie myśli, że na pewno został obgadany! No… niezupełnie tak jest. Rzadko rozmawiamy o Was drodzy mężowie. Być może mamy szczęście, że na fajnych facetów trafiłyśmy. Takich, którzy nas kochają, szanują, którzy o nas dbają, nie zdradzają, nie biją, nie wyzywają… więc jakby nie ma o czym gadać ;) Prędzej pod lupę podchodzą Wasze mamy;)
Panowie, my też potrafimy rozmawiać o filmie, książce, jedzeniu, o spaniu, seksie, o robakach, pierdzeniu o ząbkowaniu i kolce, o meblach i płytkach… tematów jest cała masa. Ba! Czasem nawet nie umiem powiedzieć o czym gadałyśmy, bo w zasadzie przez pół spotkania ryczałyśmy ze śmiechu rozprawiając o przysłowiowej dupie maryny czyli o niczym.

Kolejny mit jest taki, że jak się tylko jedna nie pojawia na spotkaniu lub się urywa,to że natychmiast zostaje ona obgadana. Niestety, ale nie! Ostatnio:
D: nie ma S?
Ja: Nie ma, pojechała tam i tam bo musiała załatwić to i to.
D: Aha!
J: A jak się czuje?
Ja: Dobrze, brzusio rośnie. Obiecała, że następnym razem przyjedzie.
D i J: To fajo
Tyle. Temat się urywa! I to nie jest wyjątek… jeśli o kimś bliskim rozmawiamy to dobrze bądź wcale. Spotykamy się na tyle rzadko, że nie mamy czasu na obrabianie tyłka każdej koleżance czy koledze. Krótkie streszczenia co u kogo. Z kim się widział, kto pozdrawiał… wsio!

Zazdrość?
No pewno! Sama jestem zazdrosna o bluzkę, buty, włosy, ale mówię to głośno: Jak ty świetnie wyglądasz! Świetna torebka… zazdroszczę! Żadnej z nas nie skręca w środku, że któraś ma czegoś więcej lub że ma coś tam fajniejsze! Szkoda na to czasu!

To wszystko znam z autopsji, nie podpieram się żadnymi badaniami statystycznymi lub cudzymi doświadczeniami. Moje obserwacje o moich przyjaźniach. Takie są i takie były, nawet jak z racji odległości nam się kontakt nieco rozjechał. Miałam różne towarzystwo w szkole, na studiach i w mieszkaniu studenckim, ale zawsze jakieś perełki udało się wyłuskać.

Kobiece przyjaźnie są inne od męskich, bo inaczej myślimy, inaczej podchodzimy do różnych spraw. Ale dlaczego od razu zakładać, że inne znaczy gorsze?

Dobra, teraz wy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...