Wróciłam!
Pogoda - błeee… ciągle mnie dobija.
Zauważyłam, że im więcej się żalę na
zimę tym bardziej ona nie chce odejść. Pierdziusiam taki efekt
cieplarniany, od jutra kończę z tym marudzeniem definitywnie…. Jak tylko
rankiem otworzę oczy (nieważne co będzie się działo za oknem) u mnie w
sercu, głowie i domu zagości wiosna. Biorę się zatem za porządki
wiosenne pełną parą (mam nadzieję, że mi przez noc nie przejdzie).
*
Wchodzę ja w czwartek do domu teściów a na stole wieeeelki bukiet tulipanów. Scenka mi opadła do kolan, a teściowa: widzisz myska jaką mi niespodziankę ten twój mąż sprawił na Dzień Kobiet? Scenka opadła do samej podłogi.
Dało się przesłać mamuni kwiatuszki pocztą kwiatową? Dało? No!
A żonie to się nie dało? Nawet w kolejce się stać nie chciało?
No!
Żeby mi to było ostatni raz!
A! I jeszcze jedno! Kwiatki trzymają się jakby z wosku odlane były… czyli, że z serca dane, tak? No! Kurde!
I
w ogóle gołąb nie okazał się jednak wcale taki wierny, czekałam
dzisiaj… wyglądałam, chlebek pokruszyłam…. Wystarczyło, że na weekend
wyjechałam, a on pewnie już sobie inną znalazł.
Mężczyźni!
A
wiecie co? Na czkawkę ponoć najlepsze jest przestraszenie czkającego,
nie? No więc dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze młodą i piękną
studentką , jak zaczęłam chodzić ze swoim mężem to dostałam nagle
czkawki i nic nie pomagało, żadne babcine sposoby typu wstrzymanie
oddechu, zjedzenie łyżki cukru, wypicie duszkiem szklanki wody…. nic!
Mój małżonek (wtedy chłopak) postanowił mnie przestraszyć. Żadne tam BUU! Najspokojniej w świecie, z uśmiechem na ustach powiedział do mnie: Koniec z nami, Natychmiast podziałało. Dzisiaj M dostał czkawki i mówi: weź mnie przestrasz. Ze mną jak z dzieckiem - pierwsze co mi przyszło do głowy to było: koniec z nami i zaczęłam się śmiać. M więcej nie czknął ;)
Patrzy na mnie z ukosa i mówi: jednak trochę się jeszcze ciebie boję.
A jak!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz