19 mar 2010

Z ONETU: O STAROŚCI, O LISKU I O RYBACH

No więc….. wzięłam się za te porządki….. w związku z czym mam takie postanowienie, że jak w końcu będę miała ten swój dom to NIE będę miała w nim firanek. Zasłony mi w zupełności wystarczą. Bo za dużo tego prania i prasowania.  
Właśnie przed chwilą skończyłam się kiwać nad deską do prasowania…. naelektryzowana jestem niemiłosiernie, także uwaga, bo kopię! I jak tak się dyndałam nad tą deską to przypadkowo spotkały się ostatnie moje szare komórki i naszła mnie refleksja, że nie wiem czy chcę być stara. Bo stałam sobie wczoraj w sklepie, a jakaś starsza pani non stop się o mnie ocierała. Ale to nie pierwszy raz mi się zdarzyło, stoją takie i tymi wielkimi brzuchami i jeszcze większymi piersiami (lub odwrotnie) mnie popychają, jakbym miała przed sobą wolną przestrzeń zamiast innej staruszki. O co tym kobitom chodzi? czy to jakiś konkurs kto Myse szybciej wypchnie z kolejki? Strasznie mnie to drażni, a już w ogóle doprowadza mnie do szału fakt, że jestem ciućma i się słowem nie odezwę. Oczywiście w trakcie takiego napastowania zdążę opracować w głowie kilka stosownych uwag, tylko, że ich nie użyję.

No a tak w ogóle to ja lubię starszych ludzi….

W ogóle lubię stare rzeczy…. no może nie uderzam w meble z epoki ludwika XVI, ale gromadzę (głównie od starszej części naszej rodziny) różne ustrojstwa., np maszynę Singera od babci mojej kochanej, albo M zgarnął super stary zegar co w jego rodzinie od tysiąc osiemset któregoś roku jest…. No bo te rzeczy mają swoją – niekiedy bardzo ciekawą historię. No i duszę… duszę też mają.
Przypomniało mi się właśnie, że zawsze jak przyjeżdżamy do teściów (bo zegar póki co wisi jeszcze u nich) to Gutek pierwszą rzeczą jaką robi to leci do pokoju i sprawdza czy jest tik, tik, tik (M: moje kochanie…. Widzisz jak pilnuje zegara?– rzuca do mnie rzewnie)

A niedawno dostałam od babci liska. Takiego wiecie, co to do kołnierza można przypiąć. Lisek ma pewnie niewiele mniej lat niż moja babcia (choć jest w świetnej formie) i zdaje się był kiedyś żywy (PETA- I’m sorry, ale nie wyrzucę pamiątki rodzinnej). W każdym razie straszną mam ochotę na tego liska. W zasadzie moda jest taka, że wiele można…. no ale M!. Kiedyś już się przełamałam, zrobiłam włosy, porządny make-up, odwaliłam się w kieckę bo do liska pasuje wyglądać i przypięłam GO, a M.: no chyba nie pójdziesz z tym czymś na szyi! No i nie poszłam. Ale kiedyś go założę…. Choćbym miała w ogrodzie robić. Odpicuje się w liska i chwycę za łopatę!
W ogóle to przepraszam na chwilę, ale muszę iść sobie na niego popatrzeć i podtykać…. milusi taki.

Jestem znowu. O rybach teraz.
Otóż lubimy ryby…. Ale jakoś z moich obserwacji wynika, że coraz trudniej kupić ryby łowione gdzieś w Europie. O co kaman? Grzebię po tych wielkich lodówkach w hipermarketach (no jakoś moje miasto nie doczekało się sklepu rybnego z prawdziwego zdarzenia) więc grzebię w tych lodówkach… palce sobie odmrażam i szukam…… i coraz trudniej mi znaleźć rybę pochodzenia NIE-chińskiego. Jak już nazwa ryby jest mi znana to patrzę na etykietkę Kraj pochodzenia: Chiny. A teraz to już producenci się wycwanili i zamiast kraju piszą jakiś numerek z FAO?! Więc kurde jestem wściekła, bo ja bym chciała rybę naszą… europejską (już nawet nie wymagam, żeby ona polska była), a nie niewiadomo co z 25% azjatyckiej wody. Kurde! No!
Ciocia Mysa dobrze radzi dla waszego zdrowia – nie jedzcie pangi!
Ciocia Mysa chciałaby również wykaz FAO, w którym będę miała numerek i kraj. To ja to sobie wydrukuję i będę z taką listą do sklepu jeździć. Gdyby ktoś przypadkiem miał, to będę bardzo dźwięczna za podesłanie na skrzynkę.

M jak wyczuje gdzieś rybę to mówi: cześć dziewczyny, bo twierdzi, że jak się laski nie myją to jadą rybami. To taka konkluzja na koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...