16 mar 2010

Z ONETU: O GUSTACH SIĘ NIE DYSKUTUJE CZYLI RZECZ O KINIE

Lub jak kto woli De gustibus non est disputandum.
To, jakie filmy oglądamy, zależy od naszych preferencji i nastroju. 
Ja na przykład dbam o to by było miło i lekko i żebym nie czuła się przytłoczona po takim relaksie, jakim jest film. 
Kiedy byłam na studiach i mieszkałam w mieszkaniu studenckim to współspacze strasznie mnie katowali ambitnymi filmami i musiałam przez tydzień później płakać, bo obejrzałam przełamując falę, albo tańczący w ciemnościach albo inne tego typu...
Mój małżonek jak każdy rasowy samiec lubi za to akcję, jak coś strzela, wybucha, ktoś kogoś ściga, ktoś chce kogoś zabić, albo coś straszy. I ma gdzieś, że jak mi puszcza Kolekcjonera kości, to ja potem boję się nosa wyściubić za drzwi (i co z tego że tam Angelina gra?), albo, że gdy mi puści Egzorcyzmy Emili Rose, to ja przez kolejne trzy miesiące będę się budzić punkt 3.00  chcąc się skichać ze strachu?
Stanowczo dla mnie namberem łan od kilku już lat jest Love Actually.
Natomiast, chciałam powiedzieć, że dawno się tak nie uśmiałam jak podczas oglądania Usta Usta. Obejrzeliśmy z M do tej pory trzy odcinki i za każdym razem płakaliśmy ze śmiechu…. aż się boję, że go spieprzą w którymś momencie;)
A Wilczak to ma tak śmieszną gębę, że samo patrzenie na niego kształtuje na mojej twarzy banana.
No! To jakby tyle w tej sprawie... ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...