23 mar 2010

Z ONETU: NIEZUPEŁNIE O BIERZMOWANIU

Ale najpierw o tym, że śniło mi się dzisiaj strasznie dużo rzeczy. Najpierw, że była wojna, a ja byłam dwudziestolatką, której głównym celem było przedostanie się na statek płynący do ju-es-ej i miałam na sobie tweedową czerwoną garsonkę i świetne czarne dodatki, w tym toczek z woalką ;) A dostać na statek udało mi się dzięki swojemu śpiewowi. Śpiewałam tak pięknie, że wszyscy się zachwycali i w ten sposób dostawałam to czego potrzebowałam (normalnie jak syrena jakaś). Nie muszę dodawać, że w rzeczywistości jedynej osobie której nie przeszkadza mój śpiew – to moje dziecko. No ale wracając do tematu, to jak już się znalazłam w stanach to wojny żadnej nie było, XXI wiek pełną parą. Tym razem występowałam w jeansach i topie z Marylin Monroe a la Andy Warhol ;) więc poszłam zrobić sobie tatuaż koło pępka (nie wiem dlaczego akurat tam), a potem chyba przed kimś uciekałam.
 
Z innej beczki
Myję to okno wczoraj, pode mną jakaś dziunia rozmawia przez telefon i słyszę:
Noo… mówię Ci…. Niezłe jaja, nie? Ku**a… ona normalnie załamka. No… trzeci miesiąc podobno ku**a….. nooo – cisza przez chwilę – no, test robiła. – cisza – Aśka gada, że on zawsze gumkę zakłada, jasne ku**a – wyglądam i gapię… przecież ona strasznie młoda, mało z okna nie wypadam – nooo…. Coś Ty, ja to ku**a nawet w szkole dzisiaj nie byłam, bo się tak podjarałam. A jutro bierzmowanie mamy – cisza – eee, no przecież jeszcze nie widać. Jak jej stara się dowie, to ją zabije.

Ja jak szłam do bierzmowania, to się martwiłam, że kobieta od fizyki nam sprawdzianu nie przełoży…
Echhh...

PS1 Ale słownictwo to przebogate, nieprawdaż?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...