Zacznę
może od tego, że zawsze byłam bardziej przeciw niż za. Wrzucałam kilka
złotych do puszek, ale jak mi po raz dziesiąty jednego dnia podchodziła
osoba bzdęgoląc puszką to mnie szlag trafiał. Poza tym bardzo
sceptycznie odnosiłam się do tego, co oni z tymi pieniędzmi robią.
O
panu Owsiaku w ogóle nie chcę wspominać. On już chyba zawsze będzie
dla mnie skaczącym, kolorowym pajacem.
Ale wiecie co?
Urodziłam
dziecko. Gutek po urodzeniu spędził jakiś czas w inkubatorze. Nie był
to długi okres, ale dla mnie cała wieczność. I jak tak sobie wisiałam na
krześle obok, to zaczęłam się rozglądać. I GŁUPIO MI SIĘ ZROBIŁO. Mój syn wygrzewał się w inkubatorze ze znaczkiem WOŚP, obok stał drugi taki i
jeszcze inny też. Zaczęłam szukać kolejnych sprzętów – znalazłam kilka!
Mały szpital – to fakt, a cały sprzęt na oddziale noworodków był z
serduszkiem!
Życzyłabym sobie, żeby ktoś inny był organizatorem akcji, ale jak się nie da, to trudno. Widziałam na własne oczy ile sprzętu zostało kupione i że w potrzebie
moje dziecko mogło z niego skorzystać - to chyba ważne, tak?
Jednocześnie wkurzona jestem trochę, bo to wszystko powinno zapewniać nam państwo! Ale skoro nie zapewnia….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz