9 sty 2010

Z ONETU: WOŚP

Zacznę może od tego, że zawsze byłam bardziej przeciw niż za. Wrzucałam kilka złotych do puszek, ale jak mi po raz dziesiąty jednego dnia podchodziła osoba bzdęgoląc puszką to mnie szlag trafiał. Poza tym bardzo sceptycznie odnosiłam się do tego, co oni z tymi pieniędzmi robią. 
O panu Owsiaku w ogóle nie chcę wspominać. On już chyba zawsze będzie dla mnie skaczącym, kolorowym pajacem.
Ale wiecie co?
Urodziłam dziecko. Gutek po urodzeniu spędził jakiś czas w inkubatorze. Nie był to długi okres, ale dla mnie cała wieczność. I jak tak sobie wisiałam na krześle obok, to zaczęłam się rozglądać. I GŁUPIO MI SIĘ ZROBIŁO. Mój syn wygrzewał się w inkubatorze ze znaczkiem WOŚP, obok stał drugi taki i jeszcze inny też. Zaczęłam szukać kolejnych sprzętów – znalazłam kilka! Mały szpital – to fakt, a cały sprzęt na oddziale noworodków był z serduszkiem!

Życzyłabym sobie, żeby ktoś inny był organizatorem akcji, ale jak się nie da, to trudno. Widziałam na własne oczy ile sprzętu zostało kupione i że w potrzebie moje dziecko mogło z niego skorzystać - to chyba ważne, tak?

Jednocześnie wkurzona jestem trochę, bo to wszystko powinno zapewniać nam państwo! Ale skoro nie zapewnia….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...