W
dniu wczorajszym niespodziewanie stałam się ofiarą przemocy w rodzinie.
Co gorsza, ofiarą ku wielkiej uciesze sprawcy.
Nad wyraz gwałtownie
otworzone drzwi od szafy zrobiły mi coś w rodzaju sznyta od prawej
skroni po kość policzkową. Po czym na skutek uderzenia głowa odskoczyła
mi i lewa jej strona walnęła solidnie o futrynę. Próbując złapać
równowagę i wyjść z chwilowego zamroczenia doniósł mnie śmiech sprawcy,
który z zachwytu nad kołyszącą się i jęczącą matką dostał czkawki, po
czym zbiegł z miejsca wypadku i jak gdyby nigdy nic bawił się dalej
klockami.
Dzisiaj
ciężko mi mrugać prawym okiem, choć wyraźnego śladu nie ma. Została
lekko wyczuwalna śliwka z lewej strony głowy.
Sprawca niedawno skończył
13 miesięcy więc chyba kary uniknie.
M.
natomiast stosuje na mnie przemoc psychiczną. Znowu pokłóciliśmy się o
to, kto ma pierwszy umrzeć (Fuck?!) Wczoraj zafundował mi tekścik: To ja ci wybuduje ten dom i będę się zbierał.
Grrrrrr zabiję go jak umrze!
Ja
bardzo dziękuję, ale ja tam sama mieszkać nie będę. Las jest blisko! A
ja się boję wszystkiego co nie chodzi na dwóch łapach (na dwóch łapach
też się czasem boję). Jeszcze jakiś dzik przybiegnie, albo sarenka lub
nie daj Boże zając przykica! No i co ja niby wtedy zrobię?
Będę musiała chyba sobie jakiegoś myśliwego poszukać ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz