14 maj 2014

O KANAPECZKACH

Oczywiście nie kupiłam żadnej kiecki, bo jakieś pół godziny po opublikowaniu ostatniego wpisu przyszła ciotka i oznajmiła, że wujek - jej mąż - zmarł. Ten wujek, co mieszka obok, ten do którego chodzę latem po wiśnie i porzeczki. Wreszcie ten wujek, co to go woziłam na onkologię, kiedy sam nie mógł prowadzić. 
Odechciało mi się więc zakupów, za to zachciało beczeć, bo jakoś tak zżyłam się z nimi odkąd tu mieszkamy i lubimy się bardzo. Niby odwiedzałam go ostatnio w szpitalu i niby wiedziałam, że jego czas jest policzony, ale i tak mną telepnęło.

Weekend miałam więc na pełnym gazie, bo oprócz komunii wypadł mi jeszcze nadprogramowo pogrzeb. 
W piątek machnęliśmy Balice, pojechaliśmy po mojego brata. Maaatkooo, jak się pozmieniało. Ostatnio byliśmy tam chyba ze dwa lata temu i przez ten czas łoooooo.....
Wróciliśmy w sumie wieczorem... zmęczeni bo ruch straszny, ale z bananami na buziach, bo mój brat to jajcarz straszny.
W sobotę gonitwa z kolei, żeby zdążyć z zakupami, sprzątaniem, obiadem i transportem ciotków na cmentarz na pogrzeb.
Na szczęście popołudniem postanowiliśmy się zczilautować, zrobiliśmy sobie więc ognisko. 
Zrobiliśmy z bratem mnóstwo planów na wakacje.... aż nie wiem czy się czasowo ze wszystkim wyrobimy no i czy się akuratnie jakieś dziecko nie rozchoruje bo wiadomo jak to jest.... tfu, tfu. 
Straaaasznie dużo mamy do zrobienia przed zimą (przed zimą, heloł?). Strasznie. Brama się robi, balustrady balkonowe się robią, sztachety się niedługo kupi, tuje czekają, kostka się czai za rogiem, żeby się wziąć i kupić i położyć.... echhhh. Sporo tego. 

No, a w niedzielę, bo tak mi się troszku zjechało z tematu, więc w niedzielę była ta Komunia, tak?
No była, była i się zbyła. W kościele za długo, w lokalu za krótko. Znaczy posiedzielibyśmy jeszcze, ale obsługa miała do przerobienia 7 imprez (same komunie) więc ciężko było się doczekac na cokolwiek. A jak już człowiek nieopatrznie odłożył na bok łyżeczkę, którą zamieszał sobie kawę, to tort musiał żreć palcami. Ot co. Ja tak nie lubiem..... bo choć coraz bardziej wiejska dziewka jestem, to wciąż posługujem siem sztućcami. Poza tym dzikie tłumy mnie męczą ;)
No i paznokci oczywiście nie zdążyłam sobie zrobić. Ale to już norma.


A wczoraj....???  wczoraj Gutek walnął mi taką niespodziankę, że do dzisiaj mi się gęba szczerzy. 
Dziabałam w ogródku, plewiłam chwasty, ten przyleciał, nazbierał rzodkiewek, szczypiorku i poleciał do domu. Kiedy wróciłam zmęczona i obolała (plecy i nogi) i z lekka zdołowana, że trzeba jeszcze robić kolację i sprzątnąć kuchnię weszłam... pacze....pacze i pacze, a tu kanapeczki na stole leżą piękne kolorowe z serkiem, pomidorkiem, rzodkiewką, jajkiem i szczypiorkiem i w ogóle smaczne takie, że mmmmm..... nie mogłam się oderwać.
Tata tylko troszkę pomógł. I nawet kuchnia tak strasznie nie wyglądała.
No! To mi się podoba! 

14 komentarzy:

  1. Dobrze, że wróciłaś! Synek rośnie na schwał.
    A co do śmierci i pogrzebów - nigdy człowiek nie jest gotowy. Nigdy.

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niech mnie drzwi ścisną, kogóż to ja widzę???? :))))
      Ściskam mocno!

      Usuń
    2. Jestem cały czas, tak po cichutku :)

      Usuń
  2. ale miałaś intensywny weekend Myska...na przemian smutek z uśmiechem....
    smaka tylko kanapkami narobiłaś niedobra TY ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. <333333 Gutek to dziecko ideał!
    Najszczersze kondolencje z powodu Wujka... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję Noelko....
      a co do ideałów, to ponoć takich nie ma.... ale pewnie dla wielu matek jej dziecko jest "naj" :)

      Usuń
  4. Ojejku ten Twoj weekend to by na tydzien wystarczyl i nikomu by sie nie nudzilo :)

    Super Synus- smakowy pewnie wysmienicie!!! :)
    no tata tez ok- skoro pomagal ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. smakowaly- mialo byc :)

      Usuń
    2. trza było nie poprawiać, nawet bym nie zauważyła :)

      Smakowały wybornie..... wszystko krzywo pokrojone, ale za to przepysznie pokrojone! :)

      Usuń
  5. Za wujka :-(...

    Za Gutka :-).

    Ach te lokalowe komunie... U nas też msza komunijna jest o 13, trwa długo i potem ile w tym lokalu się nasiedzi? I do tego kilka komunii na raz... Kiedyś było fajniej, bo w domach, ale jak bym miała znów gotować na taką imprę i wszystkich mieścić w swoim mieszkaniu, to też nie helou...

    No, a tak generalnie to dajesz czadu z zajęciami wszelkiego typu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym się pewnie nie porwała na samodzielne zrobienie takiej uczty Asiu, ale myślę, że ze strony restauracji, która zobowiązała się obsługiwać siedem imprez naraz należało pomyśleć o dodatkowej obsłudze bo naprawdę z jednej strony im współczułam bo olatali się strasznie, a z drugiej strony zła byłam, że ciężko się o cokolwiek doprosić.
      W tym samym lokalu organizowaliśmy chrzciny Gutkowi i muszę przyznać, że wtedy było wszystko w najlepszym porządku....ale wtedy byliśmy sami :)

      Usuń
  6. Szybko Gutek zaczyna :P masz szczęście.

    U mnie Młodszy dopiero około czternastki zaczął :( ale to jest niewymowna radość kiedy ktoś zrobi to co ty zawsze musiałas robić, ech ...marzenie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gutek w ogóle uwielbia we wszystkim pomagać. I sprząta chętnie i gotuje ze mną. Mam tylko nadzieję, że mu to nie minie ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...