27 paź 2013

O DIODACH

Nie wiem co takiego jest w przychodni pediatrycznej, do której zapisany jest Gutek, ale każdą wizytę w placówce, przepłacam wątpliwościami i duszą na ramieniu.
Poniekąd jest ku temu powód, wszak 3 panie lekarki, obsługujące tam i "dbające" o nasze pociechy, mam wrażenie, że dyplom kupiły na bazarze, a nie z trudem sobie wystudiowały. 

Owszem, plusem przychodni jest to, że jest ładna, bajki lecą, a w godzinach otwarcia, tj. 7.00-18.00 nikt nigdy nie odmówił mi pomocy, nawet nie musiałam się rejestrować. Ale fakt, że każdorazowy kontakt z lekarką zatrudnioną w placówce, kończy się u nas konsultacją prywatną u innego lekarza, zaczyna mnie pomału wyprowadzać z równowagi.

Nie inaczej było i teraz.
W czwartek stwierdzona ospa. 
Właściwie potwierdzona, bo pani doktor nawet nie pokwapiła się o to, żeby jakkolwiek dziecko dotknąć, nie mówić o zbadaniu.... bała się, że ją zarazi, czy jak?
No więc, umówmy się, cudów nie wymagałam, poszłam jeno po receptę na jakieś badziewie, którym Gutka mam smarować.
Receptę, owszem, dostałam. Na lek robiony. Na prawdziwe badziewie.
Lek zrobili mi w aptece, a kiedy zaczęłam dziecko smarować, to darło się, jakby je ze skóry obdzierali. 
Po dwóch takich smarowaniach, podziękowałam bardzo buteleczce i pizgłam nią w kosz, gdyż albowiem udało mi się rozszyfrować ze składu, że to roztwór czegoś tam ze spirytusem... 
No więc, jak nie wiecie jak to jest, to sobie weźcie pięciolatka i polejcie go spirytem, bo jak jest kropka na kropce, to w zasadzie całe ciałko trzeba posmarować.

W międzyczasie udało się M dodzwonić do naszej pani Marzenki, która wszelki honor miejscowych pediatrów ratuje i kazała zakupić coś innego i tym smarować i jeszcze kilka rzeczy zakomunikowała, o których tamta lekarka nie miała nawet ochoty mnie poinformować.
Może nieśmiała.
Może.

W każdym razie, jeśli któregoś dnia wasze pociechy dopadnie to paskudztwo, to nawet się nie zastanawiajcie, tylko kupujcie TO (bez recepty)
Lek jest od niedawna dostępny w Polsce, dlatego musieliśmy poczekać aż nam go z hurtowni sprowadzą (byłam w 8 aptekach, w żadnej nie było od ręki;)
Piątek był dla nas straszny. Gutek cały dzień prawie wył, bo go wszystko bolało i swędziało naprzemiennie. Siedzieliśmy z M naprzemiennie przy dziecku z włączoną na letni strumień suszarką i to były jedyne chwile spokoju. 
Na szczęście późnym wieczorem udało się w końcu małego rozdartka wysmarować całego. A kilka minut później nastała cisza.....
A mówiąc kolokwialnie padliśmy w trójkę na ryj ze zmęczenia. 

Dzisiaj jest już znacznie lepiej. Kropki wciąż są... ale wyglądają o niebo lepiej.
(M mówi na Gutka "scalaczek" - od układu scalonego, a krostki nazywa diodami i nabija się z dziecka, że jakby tak zaczął świecić, to zamiast choinki byśmy go sobie postawili ;)
A najważniejsze, że na dziecku nie robią one wrażenia i w niczym mu nie przeszkadzają

~*~
Byłam rano u babci. Przez trzy dni, kiedy to do niej nie zaglądałam, jej stan jeszcze bardziej się pogorszył. Nie mówi już i nic nie je. 
Wiem, że to już ostatnie godziny. 
Inaczej nie będzie.
Ale tak trudno na to patrzeć... :( 

14 komentarzy:

  1. ja Ci powiem tak.....Alka była taka mulutka i nie dała się niczym smarować...niczym, a miałam tego pełno, byłam przerazona ale nie ma ani jednej blizny ....Trzymaj się dzielnie Mysko.....p.s. napisałam do Lilijki ze chce przyłączyć do akcji, ale nie dostałam zadnego info to jeszcze aktualne ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu, nasze smarowanie też było tragiczne, dziecko tak się bało po tym spirytusie, że nie dawało się tknąć palcem (dmuchać można było jedynie;) Dopiero po tej piance jak ręką odjął. Ale żeby dał się nią posmarowac po raz pierwszy to walczyliśmy strasznie. Do północy niemal nam zeszło.... od 19,00 ;)
      Sprawa z paczką oczywiście wciąż aktualna. Lila pewnie nie napisała, bo w weekend ciężko jej się do kompa dorwać :) Myślę, że jutro sprawa posunie się do przodu :)

      Usuń
  2. gdyby nie fakt ze leca bajki w tej przychodni to pomyslalabym ze chodzimy do tej samej.... tydzien temu zadzwoniłam z inf. ze mi dziecko sie juz odwadnia ze ma rota virusa i ze musze pilnie sie skonsultowac z pediatra... pytam sie czy mnie przyjma czy mam jechac do szpitala... dowiedzialam sie ze musze do nich bo w szpitalu i tak mnie nie przyjma... wcisnely mnie laskawie. poczekalam kilka godzin na wiyzte po to tylko zeby, bladz bo nie inaczej o tej konowalce powiedziec, przepisala mi smekte... wyladowalam z malym w szpitalu i przy okazji dowiedzialam sie ze moglam odrazu do nich przyjezdzac... tydzien z zycia wyjety.... tez mam pania do ktorej chodze prywatnie bo niestety teraz jakość i wiedza lekarzy z przychodni zastępowana jest właśnie pieknymi gabinetami, bajeczkami i ciul wie czym...
    masakra.
    zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hej Breed, co się stało z Twoim blogiem???

      Kurcze, to Cię ładnie urządzili z tym rota..... chyba bym wzięła granat i wrzuciła, bo normalnie czasem aż się nóż człowiekowi w kieszeni otwiera. Powiem Ci, że ja tam chodzę chyba tylko się szczepić, albo po skierowanie do specjalisty....
      Myślałam, że w przypadku ospy pójście do lekarza to formalność - recepta na guziki... ale jak widać nawet to nie.
      Nawet nie dzwoniłam do naszej pani marzenki, żeby jej gitary nie zawracać i oszczędzić 40zł za wizytę. I niby zaoszczędziłam bo wszelkich porad telefonicznych i recepty wydaje za free, ale kurna już wolę wydać kasy i mieć pewność niż się szamotać.

      Pozdrowienia dla Waszej rodzinki..... i też życzę zdrowia :)

      Usuń
    2. moj blog usunięty. nie pisze juz od miesiecy.
      podczytuje tylko czasami.
      :)

      Usuń
    3. no właśnie wiem, że nie piszesz... kurde, o co cho?

      Usuń
    4. życie... nie ma o czym.. a może za dużo tego do opisania.. albo po co pamiętać za kilka lat nawet nie bede wiedziala co teraz bylo :) jakiś powód jest.

      Usuń
  3. Biedny Gutek ;( Antek miał ospę w zeszłym roku ale przeszedł ją bardzo łagodnie, dosłownie 5 krostek.
    Temat pediatrów w przychodniach to temat rzeka. Ja jeżdżę 10 km cudnego pediatry i zawsze czekam w mega kolejce (zmieniłam przychodnię i jeżdżę tam na kasę chorych), ale tylko jemu ufam. Taki pediatra z powołania.
    Ściskam was mocno. Zdrówka dla Gutka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojoj, to ja zazdroszczę, że tak gładko przeszedł... super, że trafiliście na swojego lekarza!

      Usuń
  4. Jak słucham o naszej służbie zdrowia to już trzęsę portkami jak to będzie jak mój Mały (ODPUKAĆ!) zachoruje.
    Widzę że u was suszarka też dobra na wszystko :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, nooooo..... suszarka to jest to!
      nas ominęły kolki więc w sumie rzadko bywa w użyciu, ale teraz jest jak złoto! :)

      Usuń
  5. Nie znałam tego leku, ale jak piszesz - skoro jest nowy to pewnie nie miałam szansy poznać. Najważniejsze, że już lepiej. Ospa ma to do siebie, że potrzebuje swego czasu tak czy siak. Ale leki łagodzące świąd są tu jednak na wagę złota.

    U mnie w naszej przychodni to samo... Te diagnozy i leczenie to raz-dwa i już. Człowiek wyjdzie i od razu szuka telefonu do prywatnego pediatry. Znam to Mysko.

    Babcia - :(...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...