... mi ostatnio z blogowaniem, przyznaję.
Mało piszem. Mało czytam.
Oglądam jeno te natchnienowe blogi.
Gutek chory. M chory, ja dziwna (jak zwykle;)
Poza tym jesień nadejszła.
Tak kurna trochę za wcześnie jak na moje oko.
Mam wrażenie, że ten wrzesień to był najbrzydszy i najzimniejszy od lat!
Może to się jeszcze odmieni, co?
Jak myślicie?
Pasuje mi zmienić anturaż przed domem.
Na bardziej jesienny.
Tylko te surfinie wciąż mają się świetnie.
Ale już wymyśliłam, że je wywalę na taras, a wejście zrobię sobie na żółto pomarańczowo.
O dziwo, bo to nie są moje barwy, ale czuję niedosyt po lecie!
Machnęłam sobie wczoraj, gorączką spowita, dwa wianki właśnie w tych barwach na drzwi.
Ale jeszcze nie wiszą, bo to przekracza moje obecne zdolności fizyczne ;)
Plan był taki, że skoczę dzisiaj rano na targ i kupię jakieś jesienne roślinki przed wejście, coby się cieszył domek, ale jednak pass.
Minus fefdziesiąt za oknem, zatkane zatoki i inne takie mnie zniechęciły ;)
Może do soboty mi przejdzie ;)
Pojechałam za to wczoraj dziecku buty kupić.
I się zakochałam.
Spoko, luzik, M może spać spokojnie.
W butach się zakochałam.
Nawet mierzyłam.
Oba (w sensie - jedną parę, oba buty)
Nóżka jak w masełko wchodziła.
Wszystko pięknie, ładnie, to były TE wymarzone, jednak jak mi oczko na cenę zjechało, to wpadłam w dołecek.
Pińcet wołali.
I może bym i dała, bo ja potrafię w jednych butach chodzić kilka dobrych lat, ale jednak ten kredens mi się wciąż marzy do salonu..... i sobie specjalny słoiczek na ten cel stworzyłam i obiecałam, że nie będę z niego wyciągać....
No więc trza było miłość cmoknąć w zadek i kopnąć się po lasockiego ;)
dwie stówki zatem w kieszeni.
ekhem, w słoiczku ;)
Tyż pikne.... ale tamte to były właśnie TE.
Rozumiecie, prawda?
Grzybami mi pachnie....
Prawdziwki się suszą, a z maślaków i kozaków sosik dzisiaj będzie.
Mmmmniam.
M był wczoraj rano w lesie i przytachał trochę ;)
Byłam ostatnio na randce z mężem ;)
Jak se nie zapomnę, to opiszę :)
Po drodze, nie po drodze, ale się napisało. I to jak zawsze po Myskowemu czyli jak truchtem po lasku. Jednak wolę jak Ci częściej po drodze.
OdpowiedzUsuńRozumiem ten bucik. Pińćset jednak też bym nie dała. Nawet jak też w jednych to mogę wieeeele lat. Bo mogę. Za to mój M. nawet by się nie zawahał. Czy to dla mnie, czy siebie czy chłopaków. Taki ma gest. Oby tylko zawsze w słoiku co miał... ;). A ja w tym tygodniu też jeszcze na grzyby chciałam. Tymczasem miast ku lasu to ku szpitalu dzień w dzień. No, ale zanosi się na wielkie wyjście - jutro lub po - najpóźniej.
Po lasku truchtem to może nie... ale po norce na pewno :) w biegu :) jak zwykle :)
UsuńMamy bardzo podobną sytuację Asiu.... mój M też się nie waha i namawiał mnie na zakup, ale dla mnie to jednak za dużo. Cały czas przeliczam.... chyba niepotrzebnie, bo jednak buty długo mi służą.
Ale wiem, że wiesz co czuję w takiej sytuacji. Skorpionia oszczędna natura?
Jestem pod wrażeniem Ola.... dosłownie. Twardy i odważny z niego facet.... ja mojego Gutka nie byłabym w stanie odkleić.
no tak buty to nawet potrafią później za takim niespełnionym człowiekiem chodzić;P
OdpowiedzUsuńgrzybków zazdraszczam- podeslij mi troche, mailem chociaż
randka powiadasz... opisuj koniecznie.
Zdrówka!
grzybki zjedliśmy, ale mam sporo ususzonych, więc jak coś, to daj znać.... prześlę ;)
UsuńTeż uważam, że wrzesień w tym roku był wyjątkowo brzydki. Nic nie użyliśmy, ani jednego jesiennego, rodzinnego wyjazdu, nawet super fajnego spaceru nie było. Ale teraz się zapowiada ładnie, tylko rano jak wstaję koło 6 to już prawie ciemno i zimno okropnie.
OdpowiedzUsuń5 stówek za buciki to faktycznie dużo... nie na moją pensję.
Ja jeszcze kwiatów nie wyrzuciłam ale dziś już to zrobię. Postawiłaś chryzantemy w doniczkach? Chyba kupię kilka w sobotę i też coś pokombinuję. Buźka.
Oj, tak rano to jest już całkiem zimowo. Mój M wyjeżdża do pracy po 5.... ciemna, zimna noc!
UsuńChryzantem jeszcze nie posadziłam kochana, ale w sobotę wybieram się na ryneczek i na pewno kupię jakieś :) Dzbanki ostatnio od teściów przywiozłam sobie takie duże.... będą jako doniczki służyć ;)
Niechciej blogowy minie! Spoko! :*
OdpowiedzUsuńmam nadzieję :):*
UsuńNo w sumie to dawno Cię w Zaciszu nie było, a herbatka stygnie.:)
OdpowiedzUsuńMyska, a Ty ten kredens chcesz jak spod igły, czy polujesz na stareńki z duszą?
bo ja tak w doskoku ostatnio czytam sobie.... najcześciej w telefonie, więc nie komentuję, bo nie mam cierpliwości do klikania :)
UsuńZ kredensem jeszcze nie doszłam do konkretnych wniosków.
Chyba postawimy na nowy, coś takiego:
http://allegro.pl/stylowy-bialy-kredens-szafka-komoda-salon-kuchnia-i3590774460.html
Mysko, Ty częściej z tej mysiej nory wychodź tu do nas :)... choć i ja mam ostatnio blogowe doły, widać każdego kiedyś dopada :)
OdpowiedzUsuńa buty za 500?? owszem, ale tylko wówczas, gdyby moja pensja była 10 razy wyższa niż cena tych butków...
zadowalam się zatem, jak i Ty, Lasockim :)
haha, gdyby moja pensja była jakakolwiek, to nie wahałabym się wcale i nie tuptała po lasocki :)))
Usuńrozumiemy, rozumiemy- mamy tak samo, tylko z... torebkami!
OdpowiedzUsuńekhem.... nie wiem... torebka tyż pikna ;)
Usuńw lidlu wittchen ma być cudny, pasowałby mi do bucików :)
W lidlu? Musze się zaczaić! Dzięki za cynk :)
UsuńNo,piękna mnie jesień po 15 latach niebycia przywitała!!!Ale dam jej drugą szanse i mam nadzieje,że październik będzie przyzwoity,szczególnie piątego.
OdpowiedzUsuńA jeśli chodzi o buty to uwierz,ale poczułam Twój ból...często tak miewam,szczególnie ostatnio,gdyż jesiennej garderoby nie posiadam,bo "tam" było tylko lato i zima!
a weź....z tą jesienią.... też mam nadzieję, że październik będzie lepszy!
UsuńA piątego co masz? I co się stało z Twoim blogiem?
No jasne, że rozumiemy. A najbardziej to by Cię moja Mamuśka zrozumiała, bo ona to uzależniona od butów...
OdpowiedzUsuńKuruj się, Myso, i nabieraj sił, bo to dopiero początek jesieni i będziesz ich jeszcze potrzebować:-]
Ja nie jestem szczególnie uzależniona od butów.... zazwyczaj chodzę kilka sezonów w jednej parze, a mam takie trekkingowe z alpinusa co to 15 lat mi służą wiernie i nic im się nie dzieje... ale też dałam za nie z 600zł ;)
UsuńNajpierw pomyślałam, że podziwiam za silną wolę, a później mi się przypomniało, że mnie samej zwykłe podróbki uggów na przydomową zimę wystarczą. W ubiegłym roku mąż mi nawet chciał Gino Rossi zapodać (od 799 zł w górę), ale się opanowałam i w noc wyprzedaży całkiem zgrabną Ryłkę zanabyłam. I też mi się marzy komódka, i stolik pod tv, i stół, krzesła cztery przezroczyste i dwa stare do tapicerowania. I jeszcze coś, o czym zapomniałam, ale na pewno chciałam koniecznie. A w skarbonce tylko 120 zł....
OdpowiedzUsuńMaślaków nie lubię, ale sam zapach musi wprawiać w miłą atmosferę.
Zdrowia!
noc wyprzedaży? matko, to u nas nie ma takich cudów. Na wyprzedażach zostają wyłącznie brzydkie sztuki lub rozmiary jakieś gigantyczne. Szans na zgrabne i łądne 36 i 37 nie ma żadnych! ;)
UsuńMnie cały salon by się nowy przydał.... ale ten kredens to chodzi za mną bardzo :)
TE buty...skąd ja to znam ;) chociaż pewnie powinnam się w tym miejscu skrzywić o tak: :/ a nie uśmiechać...no ale jak się kupi też fajne buty to można się troszku uśmiechać, co nie? Pomyśl sobie, że jak już będziesz miała kredens, to nic nie będzie stało na przeszkodzie Tobie i Twojej miłości ;D (no chyba że producent, który zakończy produkcję TEGO modelu, lub zmienna moda, lub...aaa! dobra koniec demonizmu!)
OdpowiedzUsuńa chciałam napisać tylko, że zdrówka życzę! no ale buty to też ważna kwestia szczególnie jak się ma kopytka rozmiaru 28,5 i grubą łydkę? (ten kawałek nogi między kostką na kolanem ;p).
Tak więc ZDROWIA całej kochanej rodzinie życzę! ;*** i smacznego sosiku :)